Styczeń 1

No to święta, święta i po świętach

No to się trochę rozleniwiłem… Mamy już nowy rok – od półtorej godziny, a ja dopiero teraz piszę ten syf o świętach 😀 No więc hmm… Święta same w sobie były okej, rodzinnie, spokojnie. Rodzina chyba bardzo wzięła sobie do serca to, że nie jem słodkiego… No dobra, jem, ale bez szaleństw. Dostałem kilka przydatnych dla mnie rzeczy.

Podoba mi się fakt kontynuacji tradycji jakiś-tam dla dzieci w moim domu. Otóż gdy byliśmy z rodzeństwem młodsi sąsiad przebierał się za gwiazdora i przynosił prezenty. I tak było co roku. Później tata przejął tę rolę jako, że się przeprowadziliśmy. Przebieranie się było kontynuowane dla najmłodszej siostry. Nawet jednej ‚gwiazdki’ byłem na stażu u gwiazdora i też musiałem się przebrać. Było śmiesznie i fajnie. Siostra wyrosła, ale pojawiły się siostrzenice. Czyli tradycja teraz idzie dla nich. Niby to zbędne i w ogóle, możecie powiedzieć głupie, pojebane czy zryte, ale nie macie pojęcia jaką atmosferę wprowadza na święta w domu :)

Także żarłem, żarłem i zżarłem jeszcze troszkę. Choć nadal czuje głód, najadam się na chwilę. Lipnie.
W same święta nic nie zrobiłem… Choć było dużo postanowień.

Więc co dalej… Po świętach – odwiedziłem 3 znajomych. Umówiłem się też z jedną dziewczyną… I teraz coś dla chłopaków patrzących na laski 95% wzrokiem – nie ufajcie zdjęciom! HAHA kurwa… xD
Więc – umówiliśmy się w pewnym miejscu… Sporo lasek się kręci, która to ona? Zaparkowałem się daleko od innych aut by było mnie łatwiej znaleźć. Napisałem jej eska, że już jestem… Po chwili oddzwoniła:
– już prawie jestem
– ok, ja tu gdzieś stoję, tak jak w pracy, pod lampą…
– haha ok, poszukam :)

– no nie wiem gdzie patrzeć.
– widzisz żółte tico?
– coś żółte jest, ale nie wiem co to…
została zauważona,
– to VW… Wiec do niego nie podchodź
– dobrze, że mówisz bo chciałam podejść
– patrz naprzeciwko tego VW
– no stoi czarne auto
– no to do niego podejdź 😉

No i podeszła… Była nie powiem – troszkę większa niż się spodziewałem 😀 Trochę też wymakeupowana. Ale no co, umówiłem się to nie ucieknę. Kazałem jej prowadzić – nie znałem tego miasta. Poszliśmy do jakieś kawiarni, pogadaliśmy chwilę, wypiliśmy jakieś trunki i poszliśmy dalej. Byłem głodny więc stwierdziłem, że możemy skoczyć na pizze. Zgodziła się. Polubiłem ją, była bardzo sympatyczna. Pogadaliśmy więcej, zaczęło się to wszytko bardziej kleić. Pizgało mrozem, ale doszliśmy do pizzerii. Zajęliśmy stolik i wybraliśmy pizze. Poszedłem ją zamówić. W kolejkę wjebał mi się jakiś gość, miałem ochotę mu zajebać, ale tak jakoś miałem dobry dzień, więc nawet się nie upomniałem… Czekając na pizze rozmawialiśmy iiii hmm, stwierdziłem, że ma źle ułożone włosy. Nie wiedziała o co mi chodzi to ‚poprawiłem je’ tak bym mógł widzieć dekolt. Zaśmiała się. Powiedziałem, żeby obniżyła trochę bluzkę. Odmówiła, ale nachyliła się trochę bym miał jakiś widoczek. Niestety to nie pomogło 😀 Więc wystawiłem ręce w stronę jej piersi i je lekko ścisnąłem, w taki sposób, że dekolcik się uwydatnił 😀 Jako, że koło nas siedziała jakaś gimbaza, powiedziała, że mam nie robić tak. Po długim oczekiwaniu dostaliśmy naszą pizze. Zdążyła wystygnąć zanim skończyliśmy. Posiedzieliśmy jeszcze chwilkę i zabraliśmy dupy na spacer. Łaziliśmy gdzieś, sam nie wiem gdzie. Laska zaczęła się rządzić i chwyciła mnie za tyłek. Oczywiście nie zostałem obojętny i ‚oddałem’. Chciała mi pokazać jakiś zamek czy coś, był zamknięty. Szliśmy dalej. Weszliśmy do jakiegoś pseudo parku. Pod koniec się zatrzymaliśmy. Było ciemno jak w dupie. Poszedł tulasek. Położyłem ręce na jej tyłku i go ściskałem, zaczęliśmy się całować. dotykałem niepewnie, nie byłem pewien co mogę, a czego nie. niedługo później przeniosłem rękę na jej cipkę i zacząłem głaskać przez spodnie. Było jej przyjemnie, ruszała się w rytm dotykania, było blisko, ale ścisnęła nogi blokując mi możliwość. Stwierdziła, że nie może bo będzie krzyczeć. Powiedziałem, że nie ma krzyczenia i ma być cicho i mi tych nóg nie ‚zamykać’.  No więc podejście numer dwa… Znowu była blisko, tym razem bliżej, otworzyła buzię, ale z jej krzyk był niemy, ścisnęła nogi, tym razem nie by mnie zablokować, a z rozkoszy, ale szybko ogarnęła i otworzyła je ponownie, było jej dobrze… Doszła. Znowu się całowaliśmy. Podejście numer dwa, chciałem wsadzić rękę w jej majtki, niestety powiedziała, że ma okres – to by tłumaczyło latanie do kibla co 5 minut. No więc postanowiłem zrobić jej dobrze kolejny raz… Szybko szło, nie męczyłem się. Zaczęła dotykać mojego potwora. Rozpiąłem spodnie, bawiła się nim. Zaproponowała, że zrobi mi dobrze ustami. No hej! Zgodziłem się. I chuj, nagle ktoś szedł… Musiałem zapiąć potwora. Oczekiwaliśmy, aż przejdą. Udało się, wróciliśmy na pozycję. Rozpiąłem spodnie. Wyciągnęła go i zaczęła ssać. Było bardzo przyjemnie, poczułem, że jak ją wspomogę to dojdę, ale blokowałem. Wstała, zapytałem ją czy w razie czego nie miała by nic przeciwko gdybym doszedł. Zgodziła się, byle bym nie zabrudził jej ubrania. Bawiła się nim ręką, ja doprowadziłem ją w tym czasie po raz kolejny. Wszystko było fajnie, ale moje nóżki zaczęły marznąć. Pobawiłem się chwilę jej cyckami, były dobrej wielkości, jędrne i ogólnie fajne. Poocierałem się o jej cipkę swoim potworem, było miło, ale ból palców u nóg przerwał zabawę. Doprowadziłem ją po raz ostatni i powiedziałem, że walić mnie, ja dojdę kiedy indziej. Poszliśmy, myślałem, że nogi mi odpadną. Mam takie coś, że do wszystkich mówię rumunie, cepie, kretynie, geju, grubasie, itp… No i właśnie wtedy zajebałem – grubasku… Ale się wkurwiła! Powiedziała, że mam spieprzać i jak coś mi nie pasuje to mogłem sobie pojechać od razu. I jak jej tu wytłumaczyć, że tak już gadam do wszystkich? Stwierdziła, że pewnie się z kimś założyłem oto, że się z nią spotkam, przelecę ją i takie tam. Boże jakie baby mają sny… Chwilę z nią porozmawiałem i wróciło do normy. Poszliśmy do auta. Po kilku minutach zaczęło się grzać. Kilka buziaków mimo ludzi i macanie piersi. Odwiozłem ją gdzieś w pobliże jej domu. Siedzieliśmy i znowu jakieś całusy. No to ręka między nogi i robiłem jej dobrze, kolejny orgazm… Jako, że miała w dupie, że z każdej strony może ktoś zobaczyć, wsadziłem rękę w jej stanik i wyciągnąłem jedną pierś. Ssałem i oblizywałem ją niedelikatnie. Kolejna kraina rozkoszy. Ale przestałem. Kilka buziaczków i się rozstaliśmy. Tego samego dnia poinformowała mnie, że kończy się jej okres i że mogę wpaść i to wykorzystać, bo ma ciepłe i spokojne miejsce by tego dokonać. Jak na razie niestety nie mogę się za to wziąć, brak czasu.

Tak apropos gimbazy w pizzerii… Wszyscy w około bawili się telefonami, gimbaza ogarniała lajki, zakochańce nakurwiali focie i również fejsbóczki, a plastiki przyszły się najebać, ale zapomniały zaprosić koleżanki to zadzwoniły do niej na skype… Ja pierdole. Mój kom był rozjebany w domu, ona nie gapiła się w telefon. Łącznie zrobiła to może 4 razy, w tym raz dzwoniła jej mama, i 2 razy ja poprosiłem o sprawdzenie godziny. Trochę tęsknie za czasami gdzie telefony komórkowe mieli prezesi firm. To były dobre czasy, czasy, które już nie wrócą.

Kiedyś wspomniałem o pewnym projekcie… Dotyczył on lekkiej modyfikacji kamery. Także wziąłem się za to pełen entuzjazmu. No i wyszło, że zamiast łatwego połączenia 5-cioma przewodami, było ich 9… Także metoda prób i błędów próbowałem coś wykminić , ale za chuja nie doszedłem do tego. Rozjebałem wszystko w pizdu, ale stwierdziłem, że może jednak do tego wrócę i poskładałem części na oko i schowałem w bezpiecznym miejscu.

Na sylwestra miałem kilka zaproszeń w różne strony, wybrałem jedno z nich. Ale niestety nie wypaliło ze względu na pewne komplikacje. Także jako, że to było najciekawsze i najbardziej kosztowne z wyjść to przez to, że się nie udało, postanowiłem siedzieć w domu. Także sylwek z rodzicami. Nie było źle, właściwie to od zawsze jestem tego zdania, że to zwykły dzień. I zmienia się tylko numerek przy roku. Ale ludzie i tak mają w sobie coś takiego, że to impreza, muszą się napierdolić, jeden musi być lepszy od drugiego i musi napierdolić się bardziej, by później chwalić się tym w gimbazie. Wyścig picia. I nikt nie myśli własną głową, a patrzy ślepo na innych, dla mnie  żałosne. Sztywniak ze mnie ohhhh ahhh…

W ramach tego, że mamy nowy rok – Szczęśliwego i przede wszystkim ZDROWEGO nowego roku!

Grudzień 26

Łosiemnastkowo

No to mamy święta. Chciałbym jednak zacząć ten wpis mniej-więcej chronologicznie.
* Po napisaniu połowy postu stwierdziłem jednak, że zamiast pisać o świętach i imprezie, podzielę to na osobne posty.

Pisałem ostatnio o 18-nastce. Hah… Trasa w tamtą stronę – jako-tako. Byłem na PKP odebrać kumpla jeszcze przed czasem. Wyszedłem z auta, zaczepił mnie jakiś kolo:
– przepraszam… Jak daleko do … {nazwa wsi}
– na oko z 10 – 15 kilometrów…
– a nie podrzuciłby mnie pan? zapłaciłbym…
– niestety… jestem…
Tu pojawił się EmDżej. Przywitałem się z nim.
-… umówiony i trochę się śpieszymy, {nazwa wsi} jest mi niestety nie po drodze.
Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Jak wspomniałem – trasa tam – jako-tako. Dojechaliśmy nieco późno i musieliśmy odłożyć wizytę w mieście. Najpierw pojechaliśmy ogarnąć pokój. Zanim do tego doszło – przywitanie się z ziomalką i wręczenie prezentu. Jeszcze w drodze EmDżej mówi, że ma dla niej prezent – cieszy michę jak pojebany – to będzie posrane – wyciągnął ogromnego gwoździa… Okej… Raczej nikt by się nie spodziewał takiego prezentu. Boję się trochę wymieniać rzeczy ponieważ, kilka osób wie co tam było i mogłoby skończyć się znalezieniem przez nich właściciela tych wszystkich wypocin. No ale cóż – kostki grzybowe do zupy, ymmm opakowanie toffieffie – znowu nie wiem jak napisać – oczywiście puste, zręcznie wyciągnięte czekoladki, lizak, koperta z forsą i kartka 😀 Nie mogło się obyć bez głupich tekstów i na nieszczęście mama ziomalki to później przeczytała…
– który to dziwka, a który to gej?
Dojechawszy na miejsce dostaliśmy informację, że pokój przygotują nam w ciągu godziny. Pojechaliśmy więc do solenizantki i tam posiedzieliśmy jakiś czas. Obiadek, zapoznanie się z rodziną – yoyo, wszystko pięknie. ‚Tata’ zaczął już schodzić na tematy, które raczej są nie bardzo na takim poznawczym obiadku. Ale było śmiesznie.

Po raz kolejny ruszyliśmy na pokój. Był gotowy, zapłaciliśmy i wsadziliśmy tam nasze śmieci. Chwilę później ziomalka i kierowca byli pod chatą. Wyszliśmy i ruszyliśmy na bibę. Początkowo załatwianie i sranie. Usiedliśmy. Siedzieliśmy chwilę zanim doszła reszta. Było tak, że solenizantka – norma, znała wszystkich. Natomiast ja i EmDżej tylko ją. Byliśmy tam jedynymi chłopakami. Oczywiście prezenty blah blah, patrzyliśmy co dostaje – no większość normalnych, tylko my byliśmy tak kreatywni? Jebać. Kręgle… Serio? Nigdy w nie nie grałem i jakoś nie chciałem tego zmieniać. Nie bardzo widziałem się w tej roli. Odmówiłem gry, ale mnie zmusili. No więc od niechęci, ale rzucałem, pod koniec już nawet nie było tak źle, ale nie wiem czy mi się ta gra podoba. Z drugiej strony jak na tego typu imprezę to pomysł całkiem fajny.
Zaczęło się picie… Pizza na wstępie nieco mnie uratowała. Piłem w większości bez zapity. Pod koniec dziewczyny nie chciały pić, to waliliśmy sami z EmDżejem. Solenizantka, starała się nas nie zostawiać i dawała z nami co drugi/trzeci. Końcówka zaczęła mi się zmywać, dopadł mnie sen. Dziewczyny się zmyły, wódka pojawiała się sama w kieliszku. Odrzuciłem propozycję podniesienia kolejnego. Czas się zmywać! Pojechaliśmy do domu. Na życzenie otworzono mi okno – było zablokowane z przodu – jechałem jak zbity pies, poprosiłem o łagodną jazdę w celu uniknięcia bełta. Wcześniej też ustaliliśmy, że kierowca ma nas wyjebać 500m przed chatą. Przed taką wyjebaną drogą – lepiej dla niego i dla nas. Szkoda auta. No więc czas wyjść. Wynalazłem w kieszeni 15 zyla i dałem śmieciowi. On chyba też z 2 dychy. Więc poszło dla kierowcy, a my poszliśmy w trasę. Wiało jak jasny skurwesyn i pizgało mrozem. Dodatkowo nieco grubsza mrzawa nakurwiała w ryj. Szliśmy, każda kałuża była nasza. Szliśmy z EmDżejem pod rękę jak dwa pedały, sam pewnie bym nie doszedł. No i po jakimś czasie doszliśmy do domu. Jak tam było wyjebiście ciepło… Niby to nie dobrze, ale jakoś nie narzekałem. Śmieć ciągle latał jak ze sraką. Dał mi nagle telefon. Jakaś laska coś pierdoli. Nie wiem o co kaman. Starałam się wybadać z kim rozmawiam… Moja ex… Boże co za debil… Przyleciał i chciał bym oddał mu telefon, odrzuciłem prośbę. Jak tak gadałem i pół-rzygałem z dupy wziął mój telefon i zrobił nam sweet focie – o tym dowiedziałem się 2 dni później przeglądając galerię.

Zjadłem kupioną dzień wcześniej bagietkę czosnkową. Nie należała do najlepszych. Kupiliśmy też jeszcze rano dania, do których dolewa się wody. Miałem grzybową, a on spaghetti. Pyszne, pomimo, że nie zjadłem do końca. Pisząc to leci mi ślina 😀 Poszliśmy spać, jebłem się na wyro nie biorąc kołdry. W nocy mnie przymroziło to się jakoś tam przemieściłem i wyciągnąłem kołdrę z pod siebie. Lekker warm.

Pobudka, EmDżej od rana znów nakurwia jak ze sraką budząc mnie co chwilę. Pisze tam z rumunami, nie wiem o co chodziło. Moje spodnie ukurwione od góry do dołu w błocie. Buty, moje jak i jego stały na kaloryferze – dobry ziomek. Lekki ból głowy – po raz kolejny pizgawiczny, mroźny i przechujany spacer po piciu uratował mnie od kaca.

Posiedziałem, ogarnąłem dupkę. Kąpiel. Woda ciepła. Ręczniki świeże i pachnące. Jeden z nielicznych hoteli, w których było tak dobrze. Wykąpany, on również. Przebrani. Nikt nie goni nas, ani nawet wcześniej nie poinformował jak wygląda doba hotelowa. Poza tym nawet sam się upomniałem, by zapłacić. Spakowaliśmy dupy i pojechaliśmy do solenizantki. Gadka szmatka, oglądanie fotek. Tym razem udało się zjeść obiad u niej w pokoju bez pytań z d.

Siedzieliśmy. I z ziomalką myśleliśmy nad tym czy jeden z ‚innych’ sklepów będzie otwarty… Niedziela. Niby handlowa, ale raczej wątpiliśmy w to, że sex-shop będzie otwarty 😀 Hmmm i o chu tu chodzi? No przy jednej z pojebanych rozmów ona stwierdziła, że kupi mi zabawkę, szybko zaklepałem i kazałem jej obiecać. No i obiecała. Myślała, że dla żartu – ni chuja. W mieście, w którym jest praktycznie codziennie, ma wejść ze mną do sklepu i kupić mi wybraną zabawkę. Oczywiście nie obejdzie się bez siary. Pojechaliśmy i niestety wszystko pozamykane. Lipa. Wizyta w McD i wracamy. Wracając ziomala wpadła na zajebisty pomysł! Bilard! No zamiast skręcać, pojedziemy siedem km prosto. Zapierdalamy, auto piszczy – mało oleju, walić. Wchodzimy do ‚baru’?:
– dobry wieczór, można zagrać w bilarda?
– niestety nie, pokradli wszystkie bile…

Okej – wracamy. W połowie drogi:
– jakbyśmy pojechali dwa km dalej to byłby inny ‚bar’ z bilardem…
– dzięki za szybki news panno nawigacjo…

Wróciliśmy do domu, gadka szmatka, nakurwianie łososia i breakdance i papa. Wyjechaliśmy… Gps tym razem poprowadził nas w chuj i w pizdę. Ja pierdole. Nie dość, że długo to po jakiś zjebanych drogach. Odwiozłem EmDżeja do domu i wróciłem  do siebie. W domu byłem koło 1 – 2.
Ogólnie wypad ok. Nieco drogi, ale no czasem można zaszaleć.

PS. Podczas kończenia pisania tego postu coś posmyrało mnie po ręce. Spokojnie podniosłem ją, a tam ukazał mi się pajęczakooor 😀 Jebak leśny chciał mnie zawinąć w kokon i gwałcić do końca nocy, nie dziś!

Grudzień 15

Faza, fazunia #2

Dostałem od znajomego ‚miśka’, co nakłoniło mnie do kolejnych wspominek z faz. Dodatkowo obejrzałem na sadolu pewien film o zmianie klimatu i pogody, blah blah. Jeden z komentarzy zwrócił moją uwagę. Koleś zapytał o część filmu, w której była wzmianka – pokazane nagrania ludzi oraz jakieś info z wiadomości, na temat wybuchów i dziwnych dźwięków ‚z nieba’. Było je słychać jednocześnie w Nowym Jorku oraz Anglii. Ostatnio pisałem i jak wiele osób wie, że trudno jest opisać stan w jakim się znajdujemy, co widzimy i co myślimy podczas fazy. Jednakże raz miałem zajawę na sposób działania naszego społeczeństwa. I tak jakby to powiedzieć – ‚to wszystko już było’ – słowa i myśl, która przechodzi Ci przez łeb podczas latania.

Opis ten będzie napisany bardzo, hmmm… Dziwnie, możliwe, że bez składu i niepoprawnie. Poza tym, treść może zawierać informacje tak pojebane, że zrasują Ci łeb i nie wyciągniesz z niego żadnych pożytecznych informacji. Jest to spowodowane tym, że na ‚sucho’ raczej nie myśli się o niczym w ten sposób. Jako, że nie pamiętam, w której fazie to mi do łba przyszło, dlatego opiszę samą rozkminę jaka mnie dopadła, a stało się to w sposób jaki gwałciciel dopada swoje ofiary, po samej fazie. No to jedziemy…

Jebanie w piłe

jebanie w piłe

Słowa ‚to już było’ – o co chodzi? A o to, że kręcimy się ciągle w kółko… Usiądź sobie wygodnie i zastanów się jak wygląda/ło Twoje życie gdy miałeś 10-15-20 lat. Mniej-więcej tak:
* szkoła – gadanie z kumplami, jak w każdej klasie – byle by minęło. Wymyślanie zabaw i gier, tworzenie grup, przezwisk dla kumpli i wymyślanie nowych słów.
* po szkole – jak najszybciej ogarnąć się na jutro i zależnie od pogody, albo wyjebanie na dwór i nakurwianie na rowerach, strzelanina ‚bronią’ z kijów, zabawy w chowanego, jebanie w piłę, tworzenie ‚baz’, albo gdy pogoda była chujowa, granie na pegasusie, oglądanie filmów, zabawy ‚ludzikami’ czy ‚lalkami’ – batman, action man, superman i inne kurwy.
* wieczór – powroty do domów, kąpiel i zaczynanie kolejnego dnia.

Jakby nie patrzeć każdy robił ‚to samo’. Oczywiście zależnie od miejsca zamieszkania i ‚wyglądu rodziny’, mogło się to nieco różnić. Również jako, że jetem facetem, nie uwzględniłem zabaw dla dziewczyn, chociaż i one miały podobne zajawki. Też wiek Wasz – czytelników jest różny, więc nie wstrzelę się w pisanie by każdemu dogodzić. lećmy dalej.

zabawy na trzepaku

zabawy na trzepaku

Z biegiem czasu rozwinęła się technika – kompy, telefony, chuje móje, dzikie węże. Nie mieliśmy jeszcze dużo wspólnego ze ‚złem’ świata. Czasem musieliśmy tłumaczyć dziadkom/rodzicom jak działa jakaś rzecz. Czasem mówić o nowym ‚slangu’, słowach wymyślonych przez rówieśników.

Staliśmy się starsi. Zaczynamy czerpać więcej informacji z zewnątrz. Ta jest taka i owaka, ten jest taki i taki. Gdzieś był wypadek i ktoś zginął. W innym miejscu została zgwałcona dziewczyna. W tamtym mieście ktoś rozprowadzał dragi. I wiele, wiele innych. Coś z czym nie mieliśmy styczności (większość z nas), coś przed czym chronili nas rodzice, zaczyna nas molestować, oblizywać swoim szatańskim językiem.
Lecimy w przyszłość. Mamy w swoich rękach zakazane rzeczy. Papierosy, lekkie dragi, alkohol. Jesteśmy bliżej świata. Zaczynamy planować przyszłość. Znajdujemy i rozwijamy swoje hobby. Wszystko się zaczyna kręcić. Znajdujemy dziewczynę,  jedną, drugą trzecią. Z tą nie wyszło, z tamtą nie wyszło.
*(tu poza tematem całkowicie – nie rozumiem szmaciarzy, którzy biczą na swoje byłe… Większość z nich po prostu nie czuła jednak tego czegoś, inne po prostu widziały, że się zmieniłeś – pokazałeś obojętność – i to im nie przypasowało, co poskutkowało rozstaniem. Ok, zdarza się. Więc się kurwo ogarnij i zastanów nad sobą, a nie sadzisz do nich, że już Ci się nie dadzą. Laski to nie tylko pizda i cycki. Mam kontakt ze swoimi byłymi i niestety, jest też kilka, które zwyczajnie wykasowałem z głowy i na które mogę biczyć, ale tylko z tego względu, że pizdy nie umiały trzymać swoich jeży na wodzy. Tak, w tym wypadku są kurwami, ale nie dla tego, że zerwałem, tylko dlatego, że się puściły.)

czas do pracy

czas do pracy

Dostajemy pierwszą pracę. Jesteśmy poniekąd w stanie spełniać swoje marzenia i wszelakie zachcianki. Wyjeżdżamy na wakacje, opłacamy swoje potrzeby. Wszystko kręci się dalej.
Tu zacznę nieco smutniej, umierają nasi bliscy, nasze zwierzątka, najlepsi przyjaciele – to było, jest i będzie – tego nic nie zmieni, no może poza kataklizmem. Jakaś wykurwista kometa czy coś.

Dalej nie będę opisywał z dwóch względów:
1. Jestem zbyt młody by dalej oceniać życie,
2. Pewnie zgodziłeś się z choć jedną wymienioną przeze mnie wyżej rzeczą.

No i dobra – co to miało na celu? Ano właśnie, opisałem jak było. A teraz zobacz co robią młodzi… No tu się pojawia problem elektroniki, dlatego też porównanie nie będzie kompletne, ale sam fakt. Bawią się, chodzą do szkoły. Wymyślają rzeczy, których czasem nie ogarniamy, a starzy jeszcze nie jesteśmy. Bardzo smutno to powiedzieć, ale widzimy już naszych rodziców jak siwieją, starzeją się – wiecie o co mi chodzi. Niedługo, lub dla niektórych – już, staramy się wychowywać dzieci w miłości i spokoju, z dala od ‚złego świata’. Zajmujemy rolę naszych rodziców. Przekazujemy im swoją miłość i wychowujemy. Wkładamy w nich część siebie.

Także mam nadzieję, że ogarniacie w jakimś stopniu skąd bierze się ‚ale to wszystko już było’ podczas tripów.

Tu zakończę mój wywód na temat otaczających nas ludzi, a zajmę się światem. Nie wiem czy to stało się podczas jednego tripu czy kilku innych, ale posklejałem wszystko w całość i dokończę poniżej.

żywioł

żywioł

Otóż pewnego razu naszła mnie rozkmina na temat końca świata i tego jak zachowujemy się w sytuacji zagrożenia. Opowiadając to znajomych użyłem przykładu bakterii w kiblu 😀 Ale Wam postaram się to przedstawić nieco w inny sposób.
Świat i jego koniec… Wyobraź sobie naszą kulę ziemską. Na niej jacyś grotmeni  z gołymi pytami. Wszystko idzie jak powinno. I po raz kolejny zaczynamy technikę. Nie chce mi się wymyślać już tysiąca przykładów więc zajmę się jakimś jednym przykładem.
Niech to będzie emisja spalin. Lecą sobie spalinki od naszych wozów i fabryczek do chmurek. Tam nasza warstwa ozonowa dostaje bladej kurwicy. UWAGA – naukowcy alarmują, nie dziś, nie jutro, ale tym sposobem wyeliminujemy sami siebie. Także zaczynamy robić coś w tym kierunku by wyeliminować ten problem i ‚ukryć’ się przed kataklizmem.

warstwa ozonowa

warstwa ozonowa

A teraz zrobimy to na przykładzie choroby człowieka. Jest sobie Jan Kowalski. Zadowolony cielaczek z przeciętnej rodzinki. Jan ma swoje hobby i swoja wspaniałą rodzinkę. Żyją sobie szczęśliwie. Aż tu nam szaraczek Janek zaczyna chorować. Zaczynają się jakieś tam objawy. Co robi Janek? Idzie do lekarza, sięga po leki. Tabletunie i syropki. Co robią wirusy? Giną. Także taki wirusek się rozrasta z dnia na dzień. Aż w końcu, tak jak to we wcześniejszym przykładzie – zaczynają się objawy u ‚nosiciela’. (teraz będę mieszał przykłady). Nosiciel – ziemia, odkrywa, że coś jest nie halo i daje znaki, że coś trzeba z tym zrobić. Także dla ziemi będzie to srylion lat zanim warstwa zniknie i nas spali, a dla wirusa kilka dni zanim ciało go rozpierdoli. Także jesteśmy w tym samym miejscu. Zmierzam do tego, że jest taka możliwość iż jesteśmy sobie od takim wirusem na lub w czymś. I z biegiem czasu dajemy o sobie znać temu wszystkiemu. I albo się dobrze ukryjemy – zanim znajdą szczepionkę, albo zginiemy od razu. Co jeżeli kataklizmy to walka z nami? A może jeszcze nie jesteśmy, aż tak rozwinięci by nas wykryto? Teraz się przyczepicie o czas. Podczas fazy czas staje w miejscu. Sekundy ciągną się godzinami. Dlatego też porównanie tego, że coś (warstwa ozonowa) niszczy się długo, a coś innego (wirusy – wykrycie/zniszczenie)  niszczy się znacznie szybciej. Chodzi o sam efekt tego.

niszczenie wirusów

niszczenie wirusów

Dobra. już sam się zgubiłem. Mówiłem na początku, że to będzie zagmatwane, ale naprawdę ciężko znaleźć słowa, ułożyć myśli i spisać to wszystko. Jest to wytwór mojego małego mózgu więc się jebcie jak nie pasi. Fazowicze pewnie docenią starania.

Tu jeszcze mała prawda na temat dragów.

alkohol - joint - grzyby - faza

alkohol – joint – grzybki – faza

Grudzień 4

Zimowo

Woohoo… Zaczęło pizgać mrozem, ZIMA!… Moja chatka Puchatka nie bardzo jest przystosowana do takich warunków…
Jeszcze kilka dni w pracy i miesiąc wolnego. W pierwszej kolejności jakaś bibka, później święta. Po świętach trzeba będzie odwiedzić kilka osób i zaszaleć. Sylwek bez planów bo i tak zawsze wychodzi inaczej…

Weekend minął szybko. Tak w ogóle to poniedziałku nie pamiętam, przespałem czy jaki chu? Byłem u laseczki, strasznie się jej chciało to jej pomogłem. Pomimo, że to nie w moim stylu. Za moimi pleckami ułożyła sobie całą historię i wymyśliła, że spędzę u niej  całą noc. Na szczęście na drugi dzień musiałęm wcześnie wstać, także o 1 zawinąłem do domku.

W pracy nudnawo, monotonia. Dobrze, że ludzie pojebani to czas jakoś leci. Tu się wymkniesz, tam się przejdziesz i jakoś dożyjesz końca.

Ostatnio koleżanka napisała mi miłą wiadomość, że brakowało jej mnie, że tylko ja potrafię ją zrozumieć i że nie wie jak to robię, ale potrafię dać jej takiego kopa, że zapomina o tym co ją dołowało. Słodziaśnie 😀

Temperatura nie pozwala mi wyjechać na moto, czyli odcina mnie od ostatniej rzeczy jaką mogę robić. Musiałem zrezygnować z siłki na trzy miesiące ze względu na zerwany mięsień…

Wkurza mnie trochę, że mam tak liczną rodzinkę, bo trzeba im nakupować czegoś na święta haaah. Jeszcze jakbym miał pomysły co im dać. W tym roku dostaną koperty i trochę słodyczy, niech się cieszą :)

Dziś miałem lekcje języka… hihi, spierdoliłem jak gimbol 😀 jest okejka!