Styczeń 6

Bóle dupy

Oeuuuuw… Minęły kolejne dni, już nawet nie pamiętam co robiłem 😀 Miałem jakieś bóle dupy, ale nie pamiętam o co. Poza tym znowu nasunęły mi się jakieś pytania egzystencjalne i fazowe, których również nie pamiętam.

Wydałem w sklepach online około półtorej tysia, a nawet niczego szczególnego nie kupiłem. Czemu tak łatwo przepierdolić siano?
Zrobiłem sobie małą petardę, chciałbym się z Wami podzielić, ale pewnie film pojawi się na YT co mogłoby zostać połączone z moją osobą.

Ostatnio spotkałem się z moją małą przyjaciółką. Miała problem,niestety nie mówiłem do niej tak by, jej ulżyło lecz twardo sprowadzałem ją na ziemie. Oczka jej łzawiły, ale niestety męczyła by się dłużej myśląc o tym wszystkim w bardziej kolorowej wersji.
Tego samego dnia spotkałem się także z moją byłą. Fajnie było ją zobaczyć. Ma miękki tyłek i jędrne piersi :d Nawet nie przeszkadzało jej, że macałem ją w środku miasta :d

Miałem też dziś jechać do laski z poprzedniego posta, ale jakoś tak wyszło, że się nie udało, raczej kiedyś, by nie wymuszała na mnie, powiedziałem, że znikam 6-tego, także myśli, że dziś jadę do siebie i nie chciała się narzucać. Co w sumie jest mi na rękę 😀

W planach są jeszcze dwie koleżanki. Fajne, ale też daleko jak na krótkie spotkanko. Ale jak już obiecałem…

Moja ziomalka, którą również mam za ‚przyjaciółkę’ coś mnie ostatnio zlała… Trochę smutałke, ale jebać… Byłem u kumpla, zapytał mnie czy z nią gadałem bo ostatnio coś ma zlewkę. Czyli widzę, że nie tylko mnie zlała. Ale ma nowych Indyjskich friendsów, niech korzysta. Może zmądrzeje 😀 Ze mną raczej uczyła się debilnych odzywek.

Tak myślę, że musiałbym nadać moim znajomym jakieś nazwy, bo zaczynam motać wszystkim i posty mogą być strasznie pogmatwane.

Gadałem też z drugą byłą. Dostałem ładne foto przedstawiające jej cycki i dupcie 😀 Tęskni i chciałaby coś tenteges ze mną 😀 Czyli też fajnie xD

Grudzień 26

Łosiemnastkowo

No to mamy święta. Chciałbym jednak zacząć ten wpis mniej-więcej chronologicznie.
* Po napisaniu połowy postu stwierdziłem jednak, że zamiast pisać o świętach i imprezie, podzielę to na osobne posty.

Pisałem ostatnio o 18-nastce. Hah… Trasa w tamtą stronę – jako-tako. Byłem na PKP odebrać kumpla jeszcze przed czasem. Wyszedłem z auta, zaczepił mnie jakiś kolo:
– przepraszam… Jak daleko do … {nazwa wsi}
– na oko z 10 – 15 kilometrów…
– a nie podrzuciłby mnie pan? zapłaciłbym…
– niestety… jestem…
Tu pojawił się EmDżej. Przywitałem się z nim.
-… umówiony i trochę się śpieszymy, {nazwa wsi} jest mi niestety nie po drodze.
Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Jak wspomniałem – trasa tam – jako-tako. Dojechaliśmy nieco późno i musieliśmy odłożyć wizytę w mieście. Najpierw pojechaliśmy ogarnąć pokój. Zanim do tego doszło – przywitanie się z ziomalką i wręczenie prezentu. Jeszcze w drodze EmDżej mówi, że ma dla niej prezent – cieszy michę jak pojebany – to będzie posrane – wyciągnął ogromnego gwoździa… Okej… Raczej nikt by się nie spodziewał takiego prezentu. Boję się trochę wymieniać rzeczy ponieważ, kilka osób wie co tam było i mogłoby skończyć się znalezieniem przez nich właściciela tych wszystkich wypocin. No ale cóż – kostki grzybowe do zupy, ymmm opakowanie toffieffie – znowu nie wiem jak napisać – oczywiście puste, zręcznie wyciągnięte czekoladki, lizak, koperta z forsą i kartka 😀 Nie mogło się obyć bez głupich tekstów i na nieszczęście mama ziomalki to później przeczytała…
– który to dziwka, a który to gej?
Dojechawszy na miejsce dostaliśmy informację, że pokój przygotują nam w ciągu godziny. Pojechaliśmy więc do solenizantki i tam posiedzieliśmy jakiś czas. Obiadek, zapoznanie się z rodziną – yoyo, wszystko pięknie. ‚Tata’ zaczął już schodzić na tematy, które raczej są nie bardzo na takim poznawczym obiadku. Ale było śmiesznie.

Po raz kolejny ruszyliśmy na pokój. Był gotowy, zapłaciliśmy i wsadziliśmy tam nasze śmieci. Chwilę później ziomalka i kierowca byli pod chatą. Wyszliśmy i ruszyliśmy na bibę. Początkowo załatwianie i sranie. Usiedliśmy. Siedzieliśmy chwilę zanim doszła reszta. Było tak, że solenizantka – norma, znała wszystkich. Natomiast ja i EmDżej tylko ją. Byliśmy tam jedynymi chłopakami. Oczywiście prezenty blah blah, patrzyliśmy co dostaje – no większość normalnych, tylko my byliśmy tak kreatywni? Jebać. Kręgle… Serio? Nigdy w nie nie grałem i jakoś nie chciałem tego zmieniać. Nie bardzo widziałem się w tej roli. Odmówiłem gry, ale mnie zmusili. No więc od niechęci, ale rzucałem, pod koniec już nawet nie było tak źle, ale nie wiem czy mi się ta gra podoba. Z drugiej strony jak na tego typu imprezę to pomysł całkiem fajny.
Zaczęło się picie… Pizza na wstępie nieco mnie uratowała. Piłem w większości bez zapity. Pod koniec dziewczyny nie chciały pić, to waliliśmy sami z EmDżejem. Solenizantka, starała się nas nie zostawiać i dawała z nami co drugi/trzeci. Końcówka zaczęła mi się zmywać, dopadł mnie sen. Dziewczyny się zmyły, wódka pojawiała się sama w kieliszku. Odrzuciłem propozycję podniesienia kolejnego. Czas się zmywać! Pojechaliśmy do domu. Na życzenie otworzono mi okno – było zablokowane z przodu – jechałem jak zbity pies, poprosiłem o łagodną jazdę w celu uniknięcia bełta. Wcześniej też ustaliliśmy, że kierowca ma nas wyjebać 500m przed chatą. Przed taką wyjebaną drogą – lepiej dla niego i dla nas. Szkoda auta. No więc czas wyjść. Wynalazłem w kieszeni 15 zyla i dałem śmieciowi. On chyba też z 2 dychy. Więc poszło dla kierowcy, a my poszliśmy w trasę. Wiało jak jasny skurwesyn i pizgało mrozem. Dodatkowo nieco grubsza mrzawa nakurwiała w ryj. Szliśmy, każda kałuża była nasza. Szliśmy z EmDżejem pod rękę jak dwa pedały, sam pewnie bym nie doszedł. No i po jakimś czasie doszliśmy do domu. Jak tam było wyjebiście ciepło… Niby to nie dobrze, ale jakoś nie narzekałem. Śmieć ciągle latał jak ze sraką. Dał mi nagle telefon. Jakaś laska coś pierdoli. Nie wiem o co kaman. Starałam się wybadać z kim rozmawiam… Moja ex… Boże co za debil… Przyleciał i chciał bym oddał mu telefon, odrzuciłem prośbę. Jak tak gadałem i pół-rzygałem z dupy wziął mój telefon i zrobił nam sweet focie – o tym dowiedziałem się 2 dni później przeglądając galerię.

Zjadłem kupioną dzień wcześniej bagietkę czosnkową. Nie należała do najlepszych. Kupiliśmy też jeszcze rano dania, do których dolewa się wody. Miałem grzybową, a on spaghetti. Pyszne, pomimo, że nie zjadłem do końca. Pisząc to leci mi ślina 😀 Poszliśmy spać, jebłem się na wyro nie biorąc kołdry. W nocy mnie przymroziło to się jakoś tam przemieściłem i wyciągnąłem kołdrę z pod siebie. Lekker warm.

Pobudka, EmDżej od rana znów nakurwia jak ze sraką budząc mnie co chwilę. Pisze tam z rumunami, nie wiem o co chodziło. Moje spodnie ukurwione od góry do dołu w błocie. Buty, moje jak i jego stały na kaloryferze – dobry ziomek. Lekki ból głowy – po raz kolejny pizgawiczny, mroźny i przechujany spacer po piciu uratował mnie od kaca.

Posiedziałem, ogarnąłem dupkę. Kąpiel. Woda ciepła. Ręczniki świeże i pachnące. Jeden z nielicznych hoteli, w których było tak dobrze. Wykąpany, on również. Przebrani. Nikt nie goni nas, ani nawet wcześniej nie poinformował jak wygląda doba hotelowa. Poza tym nawet sam się upomniałem, by zapłacić. Spakowaliśmy dupy i pojechaliśmy do solenizantki. Gadka szmatka, oglądanie fotek. Tym razem udało się zjeść obiad u niej w pokoju bez pytań z d.

Siedzieliśmy. I z ziomalką myśleliśmy nad tym czy jeden z ‚innych’ sklepów będzie otwarty… Niedziela. Niby handlowa, ale raczej wątpiliśmy w to, że sex-shop będzie otwarty 😀 Hmmm i o chu tu chodzi? No przy jednej z pojebanych rozmów ona stwierdziła, że kupi mi zabawkę, szybko zaklepałem i kazałem jej obiecać. No i obiecała. Myślała, że dla żartu – ni chuja. W mieście, w którym jest praktycznie codziennie, ma wejść ze mną do sklepu i kupić mi wybraną zabawkę. Oczywiście nie obejdzie się bez siary. Pojechaliśmy i niestety wszystko pozamykane. Lipa. Wizyta w McD i wracamy. Wracając ziomala wpadła na zajebisty pomysł! Bilard! No zamiast skręcać, pojedziemy siedem km prosto. Zapierdalamy, auto piszczy – mało oleju, walić. Wchodzimy do ‚baru’?:
– dobry wieczór, można zagrać w bilarda?
– niestety nie, pokradli wszystkie bile…

Okej – wracamy. W połowie drogi:
– jakbyśmy pojechali dwa km dalej to byłby inny ‚bar’ z bilardem…
– dzięki za szybki news panno nawigacjo…

Wróciliśmy do domu, gadka szmatka, nakurwianie łososia i breakdance i papa. Wyjechaliśmy… Gps tym razem poprowadził nas w chuj i w pizdę. Ja pierdole. Nie dość, że długo to po jakiś zjebanych drogach. Odwiozłem EmDżeja do domu i wróciłem  do siebie. W domu byłem koło 1 – 2.
Ogólnie wypad ok. Nieco drogi, ale no czasem można zaszaleć.

PS. Podczas kończenia pisania tego postu coś posmyrało mnie po ręce. Spokojnie podniosłem ją, a tam ukazał mi się pajęczakooor 😀 Jebak leśny chciał mnie zawinąć w kokon i gwałcić do końca nocy, nie dziś!

Grudzień 8

Skajpajowo

Kolejna nocka ciągnie się na skajpaju z najlepsiejszą dupcią na świecie. Może i nie jest w moim typie, chociaż nie powiem, że była by zła, ale chodzi o charakter. Jest zajebista :)) Powinna się uczyć, a oczywiście siedzi ze mną i pierdoli o wszystkim i o niczym. Niby co w tym takiego, z każdym tak można… Otóż nie! Jeżeli kiedykolwiek pomyślałeś, że z każdym idzie się dobrze dogadać, tylko trzeba umieć to jesteś w błędzie.
Oczywiście jeżeli interesujesz się wszystkimi oraz w każdym temacie siedzisz jak szczur w kiblu to może i owszem, ale tylko wtedy. Bo co to za frajda gadać na temat, który Cię nie interesuje? Poza tym istnieje coś takiego jak charakter, czasem chcesz z kimś pogadać, ale po prostu nie czujesz tej chęci, a rozmowa się nie klei. Bywa.
Kontynuując. Gadamy o dupie maryni przez kilka h o wszystkim. Czasem się nudzimy, ale to nie zmienia faktu, że jest zajebiaszczo.

Jak już kiedyś wspomniałem nie odnoszę się kulturalnie do znajomych. Więc na dzień dobry słyszą – siema downie, – co jest zjebie, – ssałeś/aś dziś? Nie? To do szpady… Burak, zjeb, kretyn, idiota, bez względu na płeć możesz usłyszeć takie zajebiste słowa ode mnie, od tak w każdym zdaniu podczas konwersacji. Nie jestem patolem i potrafię zmienić nastawienie i odpuścić sobie, gdy sytuacja tego wymaga, ale wolę udawać, że nie potrafię być poważny…

Także, dziewczyna słysząc takie wyzwiska focha się i sra metą, a ja mam tow dupie, słowa te nie mają dla mnie znaczenia. Są dla mnie pustymi słowami. Nie cechuję ich nienawiścią czy wrogością. Także Ty nazywając mnie tak, niestety mnie nie obrazisz 😀

– A ona?
– A ona ma wyjebane!!
Tak właśnie. Dobra kompozycja pojebanych słów wywołuje jej śmiech. Nie ma mi za złe, że tak ją nazywam i sama tak do mnie mówi. Patologiczni ludzie się spotkali… A jak już mówiłem, słowa te nie mają dla mnie żadnej wagi, więc nazywaj to jak chcesz. Początkowo zanim ją poznałem fochała się o każde słowo, było kiepsko i często musiałem się tłumaczyć, no cóż tak już mam i tego nie zmienię. I o dziwo skumała.
Także tańczymy dzikie pogo w tematach, skaczemy z jednego na drugi, dopierdalamy sobie głupimi tekstami i jest śmiesznie.  Plusem jest to, że jest dziwnym człowiekiem i chodzi spać w chujowych godzinach, więc gdy dopada i jak nienasycony psycho pingwin wpierdala mnie nuda, ona zawsze się znajdzie i jako gruba, wielorybia pedałka pomoże mi wyjść z tego szamba :)
… Nie, jest chuda.

Zaatakowały  mnie rozkminy po obejrzeniu jednego teledysku. Otóż w pewnej części przedstawia on Hameryke. Teledysk jest gdzieś z lat 80 – 90, nie będę szukał info. Kawałek ukazuje to jak wyglądało życie i ludzie w tamtych czasach. I jako osoba, która też multimediami się zajmowała hobbystycznie, zaraz wpadł mi pomysł na pewien film. Tak jak śliwka w kompot ze znanego powiedzenia. Chociaż dupeczki też lubią wpadać. Ale nie do końca mam pewność czy to ich chęć czy wypadek, no w każdym bądź razie zdarza się dosyć często. Niestety po raz kolejny nie podzielę się tym co wymyśliłem. Może po czasie lub zrobieniu tego co chciałem. Z drugiej strony zawsze mam zajebistą wizje czegoś, a często wychodzi nie tak dobrze.

UP. Nie dzielę się z Wami wszystkim ponieważ nie czuję się na tyle wolny tu i muszę ogarnąć się trochę z tym co mi wolno a co nie.

Grudzień 4

Zimowo

Woohoo… Zaczęło pizgać mrozem, ZIMA!… Moja chatka Puchatka nie bardzo jest przystosowana do takich warunków…
Jeszcze kilka dni w pracy i miesiąc wolnego. W pierwszej kolejności jakaś bibka, później święta. Po świętach trzeba będzie odwiedzić kilka osób i zaszaleć. Sylwek bez planów bo i tak zawsze wychodzi inaczej…

Weekend minął szybko. Tak w ogóle to poniedziałku nie pamiętam, przespałem czy jaki chu? Byłem u laseczki, strasznie się jej chciało to jej pomogłem. Pomimo, że to nie w moim stylu. Za moimi pleckami ułożyła sobie całą historię i wymyśliła, że spędzę u niej  całą noc. Na szczęście na drugi dzień musiałęm wcześnie wstać, także o 1 zawinąłem do domku.

W pracy nudnawo, monotonia. Dobrze, że ludzie pojebani to czas jakoś leci. Tu się wymkniesz, tam się przejdziesz i jakoś dożyjesz końca.

Ostatnio koleżanka napisała mi miłą wiadomość, że brakowało jej mnie, że tylko ja potrafię ją zrozumieć i że nie wie jak to robię, ale potrafię dać jej takiego kopa, że zapomina o tym co ją dołowało. Słodziaśnie 😀

Temperatura nie pozwala mi wyjechać na moto, czyli odcina mnie od ostatniej rzeczy jaką mogę robić. Musiałem zrezygnować z siłki na trzy miesiące ze względu na zerwany mięsień…

Wkurza mnie trochę, że mam tak liczną rodzinkę, bo trzeba im nakupować czegoś na święta haaah. Jeszcze jakbym miał pomysły co im dać. W tym roku dostaną koperty i trochę słodyczy, niech się cieszą :)

Dziś miałem lekcje języka… hihi, spierdoliłem jak gimbol 😀 jest okejka!