Styczeń 31

Offline

No to troszkę zaniedbałem swoje wypociny. Mamy już prawie luty. Plusy takie, że zbliża się wiosna. Choć wieje i nakurwia deszczem, nie jest źle.

Jako, że nie opłaciłem serwera na czas, zablokowali mi go i nie jestem pewien o czym był ostatni post. Także napiszę kilka rzeczy, które się działy w międzyczasie. Jakby coś sie powtórzyło to proszę zakupić maść na ból dupy :)

Ostatnio znajomy wyraził chęć zakupu auta, co spowodowało główny zamęt i kierunek rozmów właśnie na dział motoryzacji. Niby błaha sprawa – stać Cię, kupuj, jednak tu jest nieco inaczej, jebane podatki drogowe i wysokie ubezpieczenia… Przez to musisz odpuścić sobie czasem wymarzony wóz. Sam osobiście rozmyślam zmianę autka.

Trochę dużo pali… Ale to jedyna jego wada, choć na 250 koni to i tak nie narzekam. Auto jest dobre i bardzo zwinne. Chce raczej troszkę inny typ autka – ubogie w środku (tak już mają) i piękne na zewnątrz… Ford Mustang lub Dodge Charger.

Kolejną sprawą jest to, że zapomniałem o wystawieniu na aukcji mojej pięknej Hani. Wchodząc na mail odczytałem kilka wiadomości od zainteresowanych kupnem. Każdy obniża sporo cenę, ale chyba nie mam co narzekać skoro przejeździłem motkiem prawie dwa sezony i sprzedam je za około cenę kupna, odjąć cenę wymiany samej tylnej opony – a do wymiany jest kilka rzeczy więcej.

Od roku biorę się za kanał na yt związany z czymś co lubię robić. Niestety, albo nie miałem czasu, albo coś mi nie pasowało lub nie miałem ku temu warunków. Dziś jednak postanowiłem się za to wziąć. Kamerka się ładuje, a ja myślę co i jak powiedzieć by zrobić to wszystko krótko, treściwie i nie przynudzając.
Niby prosta sprawa, ale często mówiąc tylko to co ważne, albo zapomni się wspomnieć o małej, ale ważnej rzeczy, albo nagle wpadnie do głowy kolejne zagadnienie, które warto by było w związku z tematem rozwinąć. Zakładając, że wszystko jest ok, zdarzy się, że długość filmu to 5000h co nudzi potencjalnych odbiorców. Trzeba będzie się przyzwyczaić.

Kiedyś tam wspominałem o moim MILFiku. No więc ostatnio ‚wprosiła’ się do mnie na herbatkę. Napisała, że ma trochę na głowie i czy mogła by wpaść. No to hmmm – nakurwiam sprzątanie. Wyczyściłem chatę jak się dało, tygodniowe naczynia były najgorsze. Sklep by nie zabrakło podstawowych rzeczy. I sms – jestem na parkingu. Podjechałem po nią, do mojego domu z parkingu jest z 5min drogi. Podjechaliśmy do domu, zrobiłem umówioną herbatkę i gadaliśmy o dupie Maryni. Problemem jej, była córka. Ta cudna istota sfochała się na nią – nie wiem dlaczego, bo nie chciała mi powiedzieć. Nawet na urodziny nie złożyła jej życzeń, co ją troszkę zasmuciło. No, ale mniejsza. Pogadaliśmy, zrobiło się późno. Wstała, ja również. Przytuliłem ją i jak zwykle zacząłem żulić o buzi. Po X czasu żulenia dała mi buziaka. Niedługo później kolejnego – pomimo, że zarzekała się, że więcej niż jednego nie dostane. I tak 3, 5 i 20. Rączki oczywiście na jej dupci :d przesunąłem nas nieco bliżej kanapy i posadziłem ją. Usiadłem na nią i zacząłem całować… Pieprzenie, że jest późno i blah blah. Zachciało jej się lać, więc ją puściłem, wróciła i znowu wróciliśmy do tulasków. Zahaczyłem lekko o jej pasek – zrobiła wtedy coś co jasno dało mi do zrozumienia, że ma ochotę – rozpięła go i stwierdziła, że go potrzebuje bo bez niego jej spadają 😀 No to powiedziałem, że takie są fajne i wsadziłem ręce do środka. Macałem jej tyłek, później rękę przeniosłem na myszkę. Jakoś długo nie pozwoliła mi się tak bawić. Tulaski sraski,a ona niby niechcąco, niby delikatnie przepychała mnie w stronę sypialni. Gdy już tam doszliśmy położyłem ją na wyro i sam wskoczyłem na nią. całowałem ją i lizałem po szyi i piersiach. Miała jakąś dziwną marynarkę czy jak to nazwać co nieco mi przeszkadzało, więc to z niej ściągnąłem. Dalej mizianie. Wsadziłem rękę w jej majtki, ale było mało wygodnie więc po prostu ściągnąłem jej spodnie – boże… Wiecie jak trudno ściąga się lasce rurki? 😀 taka półnaga położyła się normalnie na wyrze, w tym czasie ja ściągnąłem swoje spodnie i poleciałem do niej. Leżałem na niej i się o nią ocierałem. Całowałem i lizałem, macałem piersi. Było bosko… Uklęknąłem przed nią i chwyciłem po bokach za majtki. zsunąłem je z niej, po czym rozszerzyłem jej nogi i zrobiłem dobrze językiem. Zaczęło jej być dobrze, zaczęła się podnosić i kurczyć nogi. Trochę to przeszkadzało dlatego też przestałem i położyłem się na niej. Całując się wszedłem w nią. Po kilku ruchach w jedną i drugą stronę zapytała mnie czy będziemy to tak robić bez kondoma 😀 Odpowiedziałem, że sorry, ale nie mam. No więc po pewnym czasie zaczęło mi się robić dobrze, aż za dobrze. Także wyszedłem i stwierdziłem, że bez gumki niestety dalszej części nie będzie. chwile poleżeliśmy i się całowaliśmy. Po kolejnych minutach, wróciłem na pozycje i znów w nią wszedłem. Ale niestety – taka moja wada – dosyć szybko dochodzę i znów stwierdziłem, że starczy i bez kondoma więcej nie będzie. Wizja bycia tatą i to jeszcze z dwa razy starszą kobietą nie jest moim planem na przyszłość. Wtedy powiedziała mi, że w torebce ma kondoma… Odpowiedziałem jej, że za daleko i ja po niego nie pójdę. Później było tam kilka zabaw i minetka. Położyliśmy się obok siebie i gawędziliśmy sobie przytuleni. Aż jebła tekstem – nie rozumiem… masz XX lat i nie masz w pokoju kondomów 😀 Chyba ma mnie za gościa, który rucha co popadnie. To trochę obraza majestatu, ale niech jej będzie. Jako, że było koło 1 czy 2, a około 6 musiała wstać to ubrała się i odwiozłem ją na parking. Sam wróciłem do wyrka i… Zobaczyłem telefon, mała migająca dioda informująca o wiadomości. Odblokowałem. Wiele rozmów przerwałem od tak gdy przyjechał MILF, a na kolejne x nie odpowiedziałem, w ogóle co spowodowało lekkie zdenerwowanie wśród koleżanek 😀

Co do erotycznych bzdur, dziwną sprawą jest, że dwie moje byłe pomimo tego, że nie jesteśmy już razem i tak nadal chcą się ze mną rżnąć 😀 Wiedzą, że to niczego nie zmieni, ale im to pasuje – nie powiem, mi również. Doszła do tego jeszcze jedna dziewica, która strasznie cnotliwa – to fuj, tamto ble, ale gada ze mną jakby była chętna – nie, nie wykorzystam tego…

Hmmh co by tu jeszcze… Luty… Od lutego zacznie obowiązywać mój karnet na siłkę. Więc mam nadzieję, że od ostatniego czasu pojawiły się tam jakieś pipcie.
Poza tym kolejne lekcje języka – niby 2h tygodniowo, ale to oznacza albo 2h przed pracą, albo po. Więc wcześniejsze wstawanie lub późniejszy powrót do domu. Mam nadzieję, że zdarzy się też, że będe się musiał urwać z pracy 😀

Zrobiłem też jedną inną rzeczy, ale ona będzie wymagała osobnego postu! FAZA!

Grudzień 26

Łosiemnastkowo

No to mamy święta. Chciałbym jednak zacząć ten wpis mniej-więcej chronologicznie.
* Po napisaniu połowy postu stwierdziłem jednak, że zamiast pisać o świętach i imprezie, podzielę to na osobne posty.

Pisałem ostatnio o 18-nastce. Hah… Trasa w tamtą stronę – jako-tako. Byłem na PKP odebrać kumpla jeszcze przed czasem. Wyszedłem z auta, zaczepił mnie jakiś kolo:
– przepraszam… Jak daleko do … {nazwa wsi}
– na oko z 10 – 15 kilometrów…
– a nie podrzuciłby mnie pan? zapłaciłbym…
– niestety… jestem…
Tu pojawił się EmDżej. Przywitałem się z nim.
-… umówiony i trochę się śpieszymy, {nazwa wsi} jest mi niestety nie po drodze.
Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Jak wspomniałem – trasa tam – jako-tako. Dojechaliśmy nieco późno i musieliśmy odłożyć wizytę w mieście. Najpierw pojechaliśmy ogarnąć pokój. Zanim do tego doszło – przywitanie się z ziomalką i wręczenie prezentu. Jeszcze w drodze EmDżej mówi, że ma dla niej prezent – cieszy michę jak pojebany – to będzie posrane – wyciągnął ogromnego gwoździa… Okej… Raczej nikt by się nie spodziewał takiego prezentu. Boję się trochę wymieniać rzeczy ponieważ, kilka osób wie co tam było i mogłoby skończyć się znalezieniem przez nich właściciela tych wszystkich wypocin. No ale cóż – kostki grzybowe do zupy, ymmm opakowanie toffieffie – znowu nie wiem jak napisać – oczywiście puste, zręcznie wyciągnięte czekoladki, lizak, koperta z forsą i kartka 😀 Nie mogło się obyć bez głupich tekstów i na nieszczęście mama ziomalki to później przeczytała…
– który to dziwka, a który to gej?
Dojechawszy na miejsce dostaliśmy informację, że pokój przygotują nam w ciągu godziny. Pojechaliśmy więc do solenizantki i tam posiedzieliśmy jakiś czas. Obiadek, zapoznanie się z rodziną – yoyo, wszystko pięknie. ‚Tata’ zaczął już schodzić na tematy, które raczej są nie bardzo na takim poznawczym obiadku. Ale było śmiesznie.

Po raz kolejny ruszyliśmy na pokój. Był gotowy, zapłaciliśmy i wsadziliśmy tam nasze śmieci. Chwilę później ziomalka i kierowca byli pod chatą. Wyszliśmy i ruszyliśmy na bibę. Początkowo załatwianie i sranie. Usiedliśmy. Siedzieliśmy chwilę zanim doszła reszta. Było tak, że solenizantka – norma, znała wszystkich. Natomiast ja i EmDżej tylko ją. Byliśmy tam jedynymi chłopakami. Oczywiście prezenty blah blah, patrzyliśmy co dostaje – no większość normalnych, tylko my byliśmy tak kreatywni? Jebać. Kręgle… Serio? Nigdy w nie nie grałem i jakoś nie chciałem tego zmieniać. Nie bardzo widziałem się w tej roli. Odmówiłem gry, ale mnie zmusili. No więc od niechęci, ale rzucałem, pod koniec już nawet nie było tak źle, ale nie wiem czy mi się ta gra podoba. Z drugiej strony jak na tego typu imprezę to pomysł całkiem fajny.
Zaczęło się picie… Pizza na wstępie nieco mnie uratowała. Piłem w większości bez zapity. Pod koniec dziewczyny nie chciały pić, to waliliśmy sami z EmDżejem. Solenizantka, starała się nas nie zostawiać i dawała z nami co drugi/trzeci. Końcówka zaczęła mi się zmywać, dopadł mnie sen. Dziewczyny się zmyły, wódka pojawiała się sama w kieliszku. Odrzuciłem propozycję podniesienia kolejnego. Czas się zmywać! Pojechaliśmy do domu. Na życzenie otworzono mi okno – było zablokowane z przodu – jechałem jak zbity pies, poprosiłem o łagodną jazdę w celu uniknięcia bełta. Wcześniej też ustaliliśmy, że kierowca ma nas wyjebać 500m przed chatą. Przed taką wyjebaną drogą – lepiej dla niego i dla nas. Szkoda auta. No więc czas wyjść. Wynalazłem w kieszeni 15 zyla i dałem śmieciowi. On chyba też z 2 dychy. Więc poszło dla kierowcy, a my poszliśmy w trasę. Wiało jak jasny skurwesyn i pizgało mrozem. Dodatkowo nieco grubsza mrzawa nakurwiała w ryj. Szliśmy, każda kałuża była nasza. Szliśmy z EmDżejem pod rękę jak dwa pedały, sam pewnie bym nie doszedł. No i po jakimś czasie doszliśmy do domu. Jak tam było wyjebiście ciepło… Niby to nie dobrze, ale jakoś nie narzekałem. Śmieć ciągle latał jak ze sraką. Dał mi nagle telefon. Jakaś laska coś pierdoli. Nie wiem o co kaman. Starałam się wybadać z kim rozmawiam… Moja ex… Boże co za debil… Przyleciał i chciał bym oddał mu telefon, odrzuciłem prośbę. Jak tak gadałem i pół-rzygałem z dupy wziął mój telefon i zrobił nam sweet focie – o tym dowiedziałem się 2 dni później przeglądając galerię.

Zjadłem kupioną dzień wcześniej bagietkę czosnkową. Nie należała do najlepszych. Kupiliśmy też jeszcze rano dania, do których dolewa się wody. Miałem grzybową, a on spaghetti. Pyszne, pomimo, że nie zjadłem do końca. Pisząc to leci mi ślina 😀 Poszliśmy spać, jebłem się na wyro nie biorąc kołdry. W nocy mnie przymroziło to się jakoś tam przemieściłem i wyciągnąłem kołdrę z pod siebie. Lekker warm.

Pobudka, EmDżej od rana znów nakurwia jak ze sraką budząc mnie co chwilę. Pisze tam z rumunami, nie wiem o co chodziło. Moje spodnie ukurwione od góry do dołu w błocie. Buty, moje jak i jego stały na kaloryferze – dobry ziomek. Lekki ból głowy – po raz kolejny pizgawiczny, mroźny i przechujany spacer po piciu uratował mnie od kaca.

Posiedziałem, ogarnąłem dupkę. Kąpiel. Woda ciepła. Ręczniki świeże i pachnące. Jeden z nielicznych hoteli, w których było tak dobrze. Wykąpany, on również. Przebrani. Nikt nie goni nas, ani nawet wcześniej nie poinformował jak wygląda doba hotelowa. Poza tym nawet sam się upomniałem, by zapłacić. Spakowaliśmy dupy i pojechaliśmy do solenizantki. Gadka szmatka, oglądanie fotek. Tym razem udało się zjeść obiad u niej w pokoju bez pytań z d.

Siedzieliśmy. I z ziomalką myśleliśmy nad tym czy jeden z ‚innych’ sklepów będzie otwarty… Niedziela. Niby handlowa, ale raczej wątpiliśmy w to, że sex-shop będzie otwarty 😀 Hmmm i o chu tu chodzi? No przy jednej z pojebanych rozmów ona stwierdziła, że kupi mi zabawkę, szybko zaklepałem i kazałem jej obiecać. No i obiecała. Myślała, że dla żartu – ni chuja. W mieście, w którym jest praktycznie codziennie, ma wejść ze mną do sklepu i kupić mi wybraną zabawkę. Oczywiście nie obejdzie się bez siary. Pojechaliśmy i niestety wszystko pozamykane. Lipa. Wizyta w McD i wracamy. Wracając ziomala wpadła na zajebisty pomysł! Bilard! No zamiast skręcać, pojedziemy siedem km prosto. Zapierdalamy, auto piszczy – mało oleju, walić. Wchodzimy do ‚baru’?:
– dobry wieczór, można zagrać w bilarda?
– niestety nie, pokradli wszystkie bile…

Okej – wracamy. W połowie drogi:
– jakbyśmy pojechali dwa km dalej to byłby inny ‚bar’ z bilardem…
– dzięki za szybki news panno nawigacjo…

Wróciliśmy do domu, gadka szmatka, nakurwianie łososia i breakdance i papa. Wyjechaliśmy… Gps tym razem poprowadził nas w chuj i w pizdę. Ja pierdole. Nie dość, że długo to po jakiś zjebanych drogach. Odwiozłem EmDżeja do domu i wróciłem  do siebie. W domu byłem koło 1 – 2.
Ogólnie wypad ok. Nieco drogi, ale no czasem można zaszaleć.

PS. Podczas kończenia pisania tego postu coś posmyrało mnie po ręce. Spokojnie podniosłem ją, a tam ukazał mi się pajęczakooor 😀 Jebak leśny chciał mnie zawinąć w kokon i gwałcić do końca nocy, nie dziś!

Grudzień 19

Dziki wieprz – powrót

No to dojechałem. Wyjeżdżałem jakoś 23:30, dojechałem około 5-tej. Droga nie była tragiczna, a powiedziałbym całkiem sympatyczna. Dużego ruchu nie było, choć czasem robiło się gęsto. Trasa mokra, przed polską zaczęło padać. Nie jakoś mocno, co pozwoliło na miłą kontynuację podróży. Pomimo, że byłem po 8h pracy i niezbyt dobrej nocy, po powrocie nie wymagałem długiego snu. Dopiero na następny dzień zajęło mi to 16h.
Miałem w niemczech przetestować Vmax, ale przy 220 km/h stwierdziłem, że w tych warunkach sobie jednak odpuszczę. Było ciemno i z zakrętami. Na moje zdziwienie w stronę polski nie było żadnej zwężki! Wszystkie drogi pokończone. Bardzo miła niespodzianka.
I tak jeszcze chciałbym pozdrowić pana w VW Pasacie (EWI XXXX), który świrował pawiana przed polską i w niej. Nie wiem o co chodziło, ale domyślam się, że woda, która leciała mi z pod kół tworząc mgłę trochę go denerwowała 😀

Wczoraj będąc w domu włączyłem wifi. Na telefonie zrobiło się gorąco. Nie jestem nawet ładny, ale wszystkie nieużywane programy zaczęły buczeć. Całkiem sympatyczne laseczki z okolicy trochę zespamowały mi fona. Narzekać nie mogę 😀 Dziś z nimi troszkę pokonwersowałem. A nawet z dwiema się umówiłem :)
I tak jak te mi umiliły czas tak po raz kolejny moja ex znalazła sposób na wyprowadzenie mnie z równowagi.

Tata poprosił mnie bym naprawił mu lampę. Niby coś źle podłączone, niby coś nie tak, a po rozłożeniu jej na części pierwsze i sprawdzanie po kawałku układu, okazało się, że blaszka od przewodu fazowego nie dosięgała ‚dupki’ żarówki. Jak mi tego brakowało. Jebania się prądem, kabelków i innych gówien.

Za kilka godzin muszę wstać. Czeka mnie 2 godzinna trasa i urodzinki. Nie wiem co mógłbym jej sprezentować. Jako, że się odchudza, na pewno nie pogardzi jakąś pustą paczką toffiefiee czy jak to sie tam wabi 😀

Miałem tyle do napisania i wszystko mi wyleciało z łba, ehh 😀 Na razie jest pozytywnie.

Grudzień 15

Faza, fazunia #2

Dostałem od znajomego ‚miśka’, co nakłoniło mnie do kolejnych wspominek z faz. Dodatkowo obejrzałem na sadolu pewien film o zmianie klimatu i pogody, blah blah. Jeden z komentarzy zwrócił moją uwagę. Koleś zapytał o część filmu, w której była wzmianka – pokazane nagrania ludzi oraz jakieś info z wiadomości, na temat wybuchów i dziwnych dźwięków ‚z nieba’. Było je słychać jednocześnie w Nowym Jorku oraz Anglii. Ostatnio pisałem i jak wiele osób wie, że trudno jest opisać stan w jakim się znajdujemy, co widzimy i co myślimy podczas fazy. Jednakże raz miałem zajawę na sposób działania naszego społeczeństwa. I tak jakby to powiedzieć – ‚to wszystko już było’ – słowa i myśl, która przechodzi Ci przez łeb podczas latania.

Opis ten będzie napisany bardzo, hmmm… Dziwnie, możliwe, że bez składu i niepoprawnie. Poza tym, treść może zawierać informacje tak pojebane, że zrasują Ci łeb i nie wyciągniesz z niego żadnych pożytecznych informacji. Jest to spowodowane tym, że na ‚sucho’ raczej nie myśli się o niczym w ten sposób. Jako, że nie pamiętam, w której fazie to mi do łba przyszło, dlatego opiszę samą rozkminę jaka mnie dopadła, a stało się to w sposób jaki gwałciciel dopada swoje ofiary, po samej fazie. No to jedziemy…

Jebanie w piłe

jebanie w piłe

Słowa ‚to już było’ – o co chodzi? A o to, że kręcimy się ciągle w kółko… Usiądź sobie wygodnie i zastanów się jak wygląda/ło Twoje życie gdy miałeś 10-15-20 lat. Mniej-więcej tak:
* szkoła – gadanie z kumplami, jak w każdej klasie – byle by minęło. Wymyślanie zabaw i gier, tworzenie grup, przezwisk dla kumpli i wymyślanie nowych słów.
* po szkole – jak najszybciej ogarnąć się na jutro i zależnie od pogody, albo wyjebanie na dwór i nakurwianie na rowerach, strzelanina ‚bronią’ z kijów, zabawy w chowanego, jebanie w piłę, tworzenie ‚baz’, albo gdy pogoda była chujowa, granie na pegasusie, oglądanie filmów, zabawy ‚ludzikami’ czy ‚lalkami’ – batman, action man, superman i inne kurwy.
* wieczór – powroty do domów, kąpiel i zaczynanie kolejnego dnia.

Jakby nie patrzeć każdy robił ‚to samo’. Oczywiście zależnie od miejsca zamieszkania i ‚wyglądu rodziny’, mogło się to nieco różnić. Również jako, że jetem facetem, nie uwzględniłem zabaw dla dziewczyn, chociaż i one miały podobne zajawki. Też wiek Wasz – czytelników jest różny, więc nie wstrzelę się w pisanie by każdemu dogodzić. lećmy dalej.

zabawy na trzepaku

zabawy na trzepaku

Z biegiem czasu rozwinęła się technika – kompy, telefony, chuje móje, dzikie węże. Nie mieliśmy jeszcze dużo wspólnego ze ‚złem’ świata. Czasem musieliśmy tłumaczyć dziadkom/rodzicom jak działa jakaś rzecz. Czasem mówić o nowym ‚slangu’, słowach wymyślonych przez rówieśników.

Staliśmy się starsi. Zaczynamy czerpać więcej informacji z zewnątrz. Ta jest taka i owaka, ten jest taki i taki. Gdzieś był wypadek i ktoś zginął. W innym miejscu została zgwałcona dziewczyna. W tamtym mieście ktoś rozprowadzał dragi. I wiele, wiele innych. Coś z czym nie mieliśmy styczności (większość z nas), coś przed czym chronili nas rodzice, zaczyna nas molestować, oblizywać swoim szatańskim językiem.
Lecimy w przyszłość. Mamy w swoich rękach zakazane rzeczy. Papierosy, lekkie dragi, alkohol. Jesteśmy bliżej świata. Zaczynamy planować przyszłość. Znajdujemy i rozwijamy swoje hobby. Wszystko się zaczyna kręcić. Znajdujemy dziewczynę,  jedną, drugą trzecią. Z tą nie wyszło, z tamtą nie wyszło.
*(tu poza tematem całkowicie – nie rozumiem szmaciarzy, którzy biczą na swoje byłe… Większość z nich po prostu nie czuła jednak tego czegoś, inne po prostu widziały, że się zmieniłeś – pokazałeś obojętność – i to im nie przypasowało, co poskutkowało rozstaniem. Ok, zdarza się. Więc się kurwo ogarnij i zastanów nad sobą, a nie sadzisz do nich, że już Ci się nie dadzą. Laski to nie tylko pizda i cycki. Mam kontakt ze swoimi byłymi i niestety, jest też kilka, które zwyczajnie wykasowałem z głowy i na które mogę biczyć, ale tylko z tego względu, że pizdy nie umiały trzymać swoich jeży na wodzy. Tak, w tym wypadku są kurwami, ale nie dla tego, że zerwałem, tylko dlatego, że się puściły.)

czas do pracy

czas do pracy

Dostajemy pierwszą pracę. Jesteśmy poniekąd w stanie spełniać swoje marzenia i wszelakie zachcianki. Wyjeżdżamy na wakacje, opłacamy swoje potrzeby. Wszystko kręci się dalej.
Tu zacznę nieco smutniej, umierają nasi bliscy, nasze zwierzątka, najlepsi przyjaciele – to było, jest i będzie – tego nic nie zmieni, no może poza kataklizmem. Jakaś wykurwista kometa czy coś.

Dalej nie będę opisywał z dwóch względów:
1. Jestem zbyt młody by dalej oceniać życie,
2. Pewnie zgodziłeś się z choć jedną wymienioną przeze mnie wyżej rzeczą.

No i dobra – co to miało na celu? Ano właśnie, opisałem jak było. A teraz zobacz co robią młodzi… No tu się pojawia problem elektroniki, dlatego też porównanie nie będzie kompletne, ale sam fakt. Bawią się, chodzą do szkoły. Wymyślają rzeczy, których czasem nie ogarniamy, a starzy jeszcze nie jesteśmy. Bardzo smutno to powiedzieć, ale widzimy już naszych rodziców jak siwieją, starzeją się – wiecie o co mi chodzi. Niedługo, lub dla niektórych – już, staramy się wychowywać dzieci w miłości i spokoju, z dala od ‚złego świata’. Zajmujemy rolę naszych rodziców. Przekazujemy im swoją miłość i wychowujemy. Wkładamy w nich część siebie.

Także mam nadzieję, że ogarniacie w jakimś stopniu skąd bierze się ‚ale to wszystko już było’ podczas tripów.

Tu zakończę mój wywód na temat otaczających nas ludzi, a zajmę się światem. Nie wiem czy to stało się podczas jednego tripu czy kilku innych, ale posklejałem wszystko w całość i dokończę poniżej.

żywioł

żywioł

Otóż pewnego razu naszła mnie rozkmina na temat końca świata i tego jak zachowujemy się w sytuacji zagrożenia. Opowiadając to znajomych użyłem przykładu bakterii w kiblu 😀 Ale Wam postaram się to przedstawić nieco w inny sposób.
Świat i jego koniec… Wyobraź sobie naszą kulę ziemską. Na niej jacyś grotmeni  z gołymi pytami. Wszystko idzie jak powinno. I po raz kolejny zaczynamy technikę. Nie chce mi się wymyślać już tysiąca przykładów więc zajmę się jakimś jednym przykładem.
Niech to będzie emisja spalin. Lecą sobie spalinki od naszych wozów i fabryczek do chmurek. Tam nasza warstwa ozonowa dostaje bladej kurwicy. UWAGA – naukowcy alarmują, nie dziś, nie jutro, ale tym sposobem wyeliminujemy sami siebie. Także zaczynamy robić coś w tym kierunku by wyeliminować ten problem i ‚ukryć’ się przed kataklizmem.

warstwa ozonowa

warstwa ozonowa

A teraz zrobimy to na przykładzie choroby człowieka. Jest sobie Jan Kowalski. Zadowolony cielaczek z przeciętnej rodzinki. Jan ma swoje hobby i swoja wspaniałą rodzinkę. Żyją sobie szczęśliwie. Aż tu nam szaraczek Janek zaczyna chorować. Zaczynają się jakieś tam objawy. Co robi Janek? Idzie do lekarza, sięga po leki. Tabletunie i syropki. Co robią wirusy? Giną. Także taki wirusek się rozrasta z dnia na dzień. Aż w końcu, tak jak to we wcześniejszym przykładzie – zaczynają się objawy u ‚nosiciela’. (teraz będę mieszał przykłady). Nosiciel – ziemia, odkrywa, że coś jest nie halo i daje znaki, że coś trzeba z tym zrobić. Także dla ziemi będzie to srylion lat zanim warstwa zniknie i nas spali, a dla wirusa kilka dni zanim ciało go rozpierdoli. Także jesteśmy w tym samym miejscu. Zmierzam do tego, że jest taka możliwość iż jesteśmy sobie od takim wirusem na lub w czymś. I z biegiem czasu dajemy o sobie znać temu wszystkiemu. I albo się dobrze ukryjemy – zanim znajdą szczepionkę, albo zginiemy od razu. Co jeżeli kataklizmy to walka z nami? A może jeszcze nie jesteśmy, aż tak rozwinięci by nas wykryto? Teraz się przyczepicie o czas. Podczas fazy czas staje w miejscu. Sekundy ciągną się godzinami. Dlatego też porównanie tego, że coś (warstwa ozonowa) niszczy się długo, a coś innego (wirusy – wykrycie/zniszczenie)  niszczy się znacznie szybciej. Chodzi o sam efekt tego.

niszczenie wirusów

niszczenie wirusów

Dobra. już sam się zgubiłem. Mówiłem na początku, że to będzie zagmatwane, ale naprawdę ciężko znaleźć słowa, ułożyć myśli i spisać to wszystko. Jest to wytwór mojego małego mózgu więc się jebcie jak nie pasi. Fazowicze pewnie docenią starania.

Tu jeszcze mała prawda na temat dragów.

alkohol - joint - grzyby - faza

alkohol – joint – grzybki – faza

Grudzień 11

Jebać bojler…

Położyłem się spać o 19. I jupi 21 – wstałem, co dalej? Zrobiło się jakoś zimno. Ostatnio bojler wywalił jakiś error… Wczoraj przy wizycie właściciela, powiedziałem mu o tym, ale wszystko było ok… Dziś już nie jest, 14 stopni w domu a bojler śpi… Jebany. Jutro trzeba złożyć wizytę właścicielowi.

Jak zwykle mam ból dupy przez moją byłą… Wkurwia mnie nie wie dlaczego…
– Jasam… Odpowiedz mi na pytanie… Dokąd zmierza nasza znajomość?
No ja pierdole… Ona niby coś czuje a ja mówię, że jestem sam i tak zostanie. Mam kazać jej wypierdalać by popłakała dwa dni i się ogarnęła, ale zarazem zrozumiała?

Dziś zmieniłem kółka, a jutro jadę zmienić adres zameldowania, CHYBA zdążę załatwić wszystko przed wyjazdem :)
Co do kółek… Jakoś średnio mi się podobają. Chociaż nie ma co narzekać, jak na zimówki są całkiem spoko.

Alufelgi letnie

alufelgi letnie

 

A tutaj mamy ‚nowe’ zimówki.

alufelgi zimowe

alufelgi zimowe

 

Grzybuchy rosną jak na drożdżach. Jeszcze chwilka i będzie można ‚smażyć’ 😀
Odezwałem się do kilku lasek. Były zdziwione, że jeszcze żyję 😀 Nie wiem czy to dobrze czy źle. W każdym bądź razieu nich wszystko dobrze i niby nie odzywały się bo były zajęte… Tak, dwa tygodnie. Co mi tam.

Dziś jadąc gdzieś w pizdu odebrać pewne listy, wyjeżdżając z podwórka, rozejrzałem się na szybko i wyjechałem, jak mogłem nie zauważyć takiej dupci… Wyjechałem, ona odbiła trochę w lewo i zauważyłem ją praktycznie gdy światła mojego samochodu ją oświetliły, niby powinienem zwrócić większą uwagę przy wyjeżdżaniu, z drugiej strony, ona mogła by mieć lampki. Było już szarawo więc nieoświetlona i ubrana na szaro dziewczyna nie jest jakoś wielce widoczna. Podjechałem obok niej,opuściłem szybę i ją przeprosiłem, w końcu jej wymusiłem pierwszeństwo, a prawie nawet ‚pukłem’ – szkoda, że nie w tym lepszym tego słowa znaczeniu. Uśmiechnęła się i powiedziała, że nie ma sprawy.