Maj 31

Kolejne zaniedbanie bloga

Zaniedbanie… Po raz kolejny zaniedbałem bloga. Ostatni post na koniec stycznia, miałem pochwalić się fazunią, ale przeszło bokiem…
Na chwilę obecną potrzebuję wakacji… Wszystko mnie dołuje… Ludzie, pogoda, praca. Jestem wyczerpany. Po pracy, zmęczony wracam odpocząć. Staram się spędzić dzień w spokoju i zrelaksować się. No ale… Chciałbym pojeździć na moto – deszcz. Chciałbym się poopalać – deszcz, chciałbym iść nad jezioro – deszcz. Deszcz deszczem, to może coś w domu? Pouczę się – no, aż tak mnie nie pojebało. No to może jakiś film – opcja fajna, ale net rzeźbi we mnie kurwicę, albo jego brak, albo rozłączanie się wypierdala mój łeb w kosmos…

Zacząłem zastanawiać się nad wakacjami… W tym roku zamierzam naprawdę odpocząć. Wstępne pytania ku kilku osobom. I wymyśliłem, że chcę jechać do Grecji lub Hiszpanii… Mam nadzieję, że wypali.

Kolejna sprawa. Czas coś ze sobą zrobić… Zamierzam odpierdolić coś czego w życiu nie robiłem – nie zrobiłbym… Myślę, że zrobię sobie listę rzeczy, których muszę spróbować. Szukałem w necie jakiś ciekawych propozycji, ale niestety były tak pojebane, że aż szkoda – np. ułóż kostkę Rubika…? Wydaj $400 na obiad w zajebistej restauracji? Zrób sobie zdjęcie pod znakiem Hollywood? Już widzę jak opowiadam dzieciom
– Jak byłem młody wydałem w chuj kasy na obiad, później poszedłem ułożyć kostkę Rubika i na koniec zrobiłem sobie z nią zdjęcie w Hollywood…
– O kurwa tato, ale jesteś zajebisty… Szalony, że ja pierdole!

Przez ten ostatni czas sporo się wydarzyło… No okej… Sporo jak na moje szare życie.
– Skończyła się zima… Cudnie! Nie jest zimno, ale pada. Jeszcze natura musi nad tym popracować.
– Moje roślinki już rosną.
– Zakupiłem i zamontowałem nowe lampki do moto, prezentuje się pięknie!
– Praktycznie co weekend – dwa widzę się z MILFEM – reszty się domyślcie :D*
– Zamierzam zmienić auto, opcja jeszcze nie wybrana. Niby chce tanio – planuje rozpoczęcie pewnego biznesu, więc muszę zbierać forsę jak tylko się da, z drugiej jednak strony chcę jebanego Mustanga.
– Rezygnacja z wcześniej wspomnianego kanału na YT.
– Polaczki mnie wychujały:
#1 – cwaniak – ciągle o coś do mnie sapał… To źle, tamto źle, tamtego nie powiedziałem, tamtego nie zrobiłem… Jest to zjeb, który jest Twoim kolegom tylko do czasu gdy jego problem się nie rozwiąże. Mniej więcej gdzieś teraz mógłbym zmienić miejsce w pracy by nie pracować z nim, na szczęście brygadzista zajął się tym i mogłem pójść znacznie wcześniej. Natomiast chłopaki, którzy muszą z nim robić nie są zbyt zadowoleni. Jego humorki są po prostu wkurwiające. Z tego co słyszałem, chce zmienić pracę więc jesteśmy na dobrej drodze.
#2 – leń – wspominałem już o nim kiedyś. Mały gejowski zjebek… Bardzo trzymał z panem #1, wielkie plany o wspólnym mieszkaniu, dojazdach, robieniu wszystkiego by płacić jak najmniej – nie wypaliły ehhh :( Niestety Panu temu podziękowano i nie dano kolejnej umowy. Myślał, że przyjechał na wakacje – nic bardziej mylnego. Także opuścił nasze szeregi.
– Wprowadzenie planu odpierdolenia rzeczy, których zawsze chciałem spróbować.
– Nowy serial – oglądając filmy online zauważyłem, że trudno znaleźć coś fajnego, nie ma już filmów strasznych, nieprzewidywalnych, patologicznych, czy zajebistych komedii, które by mnie rozśmieszyły. Szukam filmu godzinę, oglądam kolejną i jestem zawiedziony. Także postanowiłem obejrzeć American Horror Story – coś z innej bajki.

* – MILF… Bałem się o dzieci, a się okazało, że ona bierze tabletki, także gumki nie są potrzebne, dodatkowo nie wiem czy jest taka ‚duża’ czy czas ruchanka przedłużył się 😀 Ale spokojnie potrafię wytrzymać do czasu gdy ona już nie może :)))

W tym poście na tyle. Musze zastanowić się jak i o czym napisać resztę.

Grudzień 26

Łosiemnastkowo

No to mamy święta. Chciałbym jednak zacząć ten wpis mniej-więcej chronologicznie.
* Po napisaniu połowy postu stwierdziłem jednak, że zamiast pisać o świętach i imprezie, podzielę to na osobne posty.

Pisałem ostatnio o 18-nastce. Hah… Trasa w tamtą stronę – jako-tako. Byłem na PKP odebrać kumpla jeszcze przed czasem. Wyszedłem z auta, zaczepił mnie jakiś kolo:
– przepraszam… Jak daleko do … {nazwa wsi}
– na oko z 10 – 15 kilometrów…
– a nie podrzuciłby mnie pan? zapłaciłbym…
– niestety… jestem…
Tu pojawił się EmDżej. Przywitałem się z nim.
-… umówiony i trochę się śpieszymy, {nazwa wsi} jest mi niestety nie po drodze.
Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Jak wspomniałem – trasa tam – jako-tako. Dojechaliśmy nieco późno i musieliśmy odłożyć wizytę w mieście. Najpierw pojechaliśmy ogarnąć pokój. Zanim do tego doszło – przywitanie się z ziomalką i wręczenie prezentu. Jeszcze w drodze EmDżej mówi, że ma dla niej prezent – cieszy michę jak pojebany – to będzie posrane – wyciągnął ogromnego gwoździa… Okej… Raczej nikt by się nie spodziewał takiego prezentu. Boję się trochę wymieniać rzeczy ponieważ, kilka osób wie co tam było i mogłoby skończyć się znalezieniem przez nich właściciela tych wszystkich wypocin. No ale cóż – kostki grzybowe do zupy, ymmm opakowanie toffieffie – znowu nie wiem jak napisać – oczywiście puste, zręcznie wyciągnięte czekoladki, lizak, koperta z forsą i kartka 😀 Nie mogło się obyć bez głupich tekstów i na nieszczęście mama ziomalki to później przeczytała…
– który to dziwka, a który to gej?
Dojechawszy na miejsce dostaliśmy informację, że pokój przygotują nam w ciągu godziny. Pojechaliśmy więc do solenizantki i tam posiedzieliśmy jakiś czas. Obiadek, zapoznanie się z rodziną – yoyo, wszystko pięknie. ‚Tata’ zaczął już schodzić na tematy, które raczej są nie bardzo na takim poznawczym obiadku. Ale było śmiesznie.

Po raz kolejny ruszyliśmy na pokój. Był gotowy, zapłaciliśmy i wsadziliśmy tam nasze śmieci. Chwilę później ziomalka i kierowca byli pod chatą. Wyszliśmy i ruszyliśmy na bibę. Początkowo załatwianie i sranie. Usiedliśmy. Siedzieliśmy chwilę zanim doszła reszta. Było tak, że solenizantka – norma, znała wszystkich. Natomiast ja i EmDżej tylko ją. Byliśmy tam jedynymi chłopakami. Oczywiście prezenty blah blah, patrzyliśmy co dostaje – no większość normalnych, tylko my byliśmy tak kreatywni? Jebać. Kręgle… Serio? Nigdy w nie nie grałem i jakoś nie chciałem tego zmieniać. Nie bardzo widziałem się w tej roli. Odmówiłem gry, ale mnie zmusili. No więc od niechęci, ale rzucałem, pod koniec już nawet nie było tak źle, ale nie wiem czy mi się ta gra podoba. Z drugiej strony jak na tego typu imprezę to pomysł całkiem fajny.
Zaczęło się picie… Pizza na wstępie nieco mnie uratowała. Piłem w większości bez zapity. Pod koniec dziewczyny nie chciały pić, to waliliśmy sami z EmDżejem. Solenizantka, starała się nas nie zostawiać i dawała z nami co drugi/trzeci. Końcówka zaczęła mi się zmywać, dopadł mnie sen. Dziewczyny się zmyły, wódka pojawiała się sama w kieliszku. Odrzuciłem propozycję podniesienia kolejnego. Czas się zmywać! Pojechaliśmy do domu. Na życzenie otworzono mi okno – było zablokowane z przodu – jechałem jak zbity pies, poprosiłem o łagodną jazdę w celu uniknięcia bełta. Wcześniej też ustaliliśmy, że kierowca ma nas wyjebać 500m przed chatą. Przed taką wyjebaną drogą – lepiej dla niego i dla nas. Szkoda auta. No więc czas wyjść. Wynalazłem w kieszeni 15 zyla i dałem śmieciowi. On chyba też z 2 dychy. Więc poszło dla kierowcy, a my poszliśmy w trasę. Wiało jak jasny skurwesyn i pizgało mrozem. Dodatkowo nieco grubsza mrzawa nakurwiała w ryj. Szliśmy, każda kałuża była nasza. Szliśmy z EmDżejem pod rękę jak dwa pedały, sam pewnie bym nie doszedł. No i po jakimś czasie doszliśmy do domu. Jak tam było wyjebiście ciepło… Niby to nie dobrze, ale jakoś nie narzekałem. Śmieć ciągle latał jak ze sraką. Dał mi nagle telefon. Jakaś laska coś pierdoli. Nie wiem o co kaman. Starałam się wybadać z kim rozmawiam… Moja ex… Boże co za debil… Przyleciał i chciał bym oddał mu telefon, odrzuciłem prośbę. Jak tak gadałem i pół-rzygałem z dupy wziął mój telefon i zrobił nam sweet focie – o tym dowiedziałem się 2 dni później przeglądając galerię.

Zjadłem kupioną dzień wcześniej bagietkę czosnkową. Nie należała do najlepszych. Kupiliśmy też jeszcze rano dania, do których dolewa się wody. Miałem grzybową, a on spaghetti. Pyszne, pomimo, że nie zjadłem do końca. Pisząc to leci mi ślina 😀 Poszliśmy spać, jebłem się na wyro nie biorąc kołdry. W nocy mnie przymroziło to się jakoś tam przemieściłem i wyciągnąłem kołdrę z pod siebie. Lekker warm.

Pobudka, EmDżej od rana znów nakurwia jak ze sraką budząc mnie co chwilę. Pisze tam z rumunami, nie wiem o co chodziło. Moje spodnie ukurwione od góry do dołu w błocie. Buty, moje jak i jego stały na kaloryferze – dobry ziomek. Lekki ból głowy – po raz kolejny pizgawiczny, mroźny i przechujany spacer po piciu uratował mnie od kaca.

Posiedziałem, ogarnąłem dupkę. Kąpiel. Woda ciepła. Ręczniki świeże i pachnące. Jeden z nielicznych hoteli, w których było tak dobrze. Wykąpany, on również. Przebrani. Nikt nie goni nas, ani nawet wcześniej nie poinformował jak wygląda doba hotelowa. Poza tym nawet sam się upomniałem, by zapłacić. Spakowaliśmy dupy i pojechaliśmy do solenizantki. Gadka szmatka, oglądanie fotek. Tym razem udało się zjeść obiad u niej w pokoju bez pytań z d.

Siedzieliśmy. I z ziomalką myśleliśmy nad tym czy jeden z ‚innych’ sklepów będzie otwarty… Niedziela. Niby handlowa, ale raczej wątpiliśmy w to, że sex-shop będzie otwarty 😀 Hmmm i o chu tu chodzi? No przy jednej z pojebanych rozmów ona stwierdziła, że kupi mi zabawkę, szybko zaklepałem i kazałem jej obiecać. No i obiecała. Myślała, że dla żartu – ni chuja. W mieście, w którym jest praktycznie codziennie, ma wejść ze mną do sklepu i kupić mi wybraną zabawkę. Oczywiście nie obejdzie się bez siary. Pojechaliśmy i niestety wszystko pozamykane. Lipa. Wizyta w McD i wracamy. Wracając ziomala wpadła na zajebisty pomysł! Bilard! No zamiast skręcać, pojedziemy siedem km prosto. Zapierdalamy, auto piszczy – mało oleju, walić. Wchodzimy do ‚baru’?:
– dobry wieczór, można zagrać w bilarda?
– niestety nie, pokradli wszystkie bile…

Okej – wracamy. W połowie drogi:
– jakbyśmy pojechali dwa km dalej to byłby inny ‚bar’ z bilardem…
– dzięki za szybki news panno nawigacjo…

Wróciliśmy do domu, gadka szmatka, nakurwianie łososia i breakdance i papa. Wyjechaliśmy… Gps tym razem poprowadził nas w chuj i w pizdę. Ja pierdole. Nie dość, że długo to po jakiś zjebanych drogach. Odwiozłem EmDżeja do domu i wróciłem  do siebie. W domu byłem koło 1 – 2.
Ogólnie wypad ok. Nieco drogi, ale no czasem można zaszaleć.

PS. Podczas kończenia pisania tego postu coś posmyrało mnie po ręce. Spokojnie podniosłem ją, a tam ukazał mi się pajęczakooor 😀 Jebak leśny chciał mnie zawinąć w kokon i gwałcić do końca nocy, nie dziś!

Grudzień 19

Dziki wieprz – powrót

No to dojechałem. Wyjeżdżałem jakoś 23:30, dojechałem około 5-tej. Droga nie była tragiczna, a powiedziałbym całkiem sympatyczna. Dużego ruchu nie było, choć czasem robiło się gęsto. Trasa mokra, przed polską zaczęło padać. Nie jakoś mocno, co pozwoliło na miłą kontynuację podróży. Pomimo, że byłem po 8h pracy i niezbyt dobrej nocy, po powrocie nie wymagałem długiego snu. Dopiero na następny dzień zajęło mi to 16h.
Miałem w niemczech przetestować Vmax, ale przy 220 km/h stwierdziłem, że w tych warunkach sobie jednak odpuszczę. Było ciemno i z zakrętami. Na moje zdziwienie w stronę polski nie było żadnej zwężki! Wszystkie drogi pokończone. Bardzo miła niespodzianka.
I tak jeszcze chciałbym pozdrowić pana w VW Pasacie (EWI XXXX), który świrował pawiana przed polską i w niej. Nie wiem o co chodziło, ale domyślam się, że woda, która leciała mi z pod kół tworząc mgłę trochę go denerwowała 😀

Wczoraj będąc w domu włączyłem wifi. Na telefonie zrobiło się gorąco. Nie jestem nawet ładny, ale wszystkie nieużywane programy zaczęły buczeć. Całkiem sympatyczne laseczki z okolicy trochę zespamowały mi fona. Narzekać nie mogę 😀 Dziś z nimi troszkę pokonwersowałem. A nawet z dwiema się umówiłem :)
I tak jak te mi umiliły czas tak po raz kolejny moja ex znalazła sposób na wyprowadzenie mnie z równowagi.

Tata poprosił mnie bym naprawił mu lampę. Niby coś źle podłączone, niby coś nie tak, a po rozłożeniu jej na części pierwsze i sprawdzanie po kawałku układu, okazało się, że blaszka od przewodu fazowego nie dosięgała ‚dupki’ żarówki. Jak mi tego brakowało. Jebania się prądem, kabelków i innych gówien.

Za kilka godzin muszę wstać. Czeka mnie 2 godzinna trasa i urodzinki. Nie wiem co mógłbym jej sprezentować. Jako, że się odchudza, na pewno nie pogardzi jakąś pustą paczką toffiefiee czy jak to sie tam wabi 😀

Miałem tyle do napisania i wszystko mi wyleciało z łba, ehh 😀 Na razie jest pozytywnie.

Grudzień 9

Czuję wolność

Wypasik. Coraz bliżej weekendu. Jeszcze tylko jedna nocunia i będę nakurwiał salta.

Niby mógłbym się zrelaksować, nareszcie… Niestety muszę wreszcie ruszyć pizdeczkę i coś zrobić. Jestem leniwy jak gówno w zoo… Tak więc pierwsze co zrobię to powieszenie prania. Według mnie mam pralkę i suszarkę w jednym, tylko suszenie zajmuje kilka – kilkanaście dni 😀 Dlatego też wyciągnę te pranie – już tam chyba 4 dzień zimuje – i powieszę. Dalej czeka mnie sprzątanie. I to dosyć dokładnie. Właściciel chaty ma mi złożyć wizytę. Kolejna sprawa to mycie naczyń… Wczoraj nie miałem na czym pizzy zjeść i użyłem deski do krojenia. A więc teraz już nie mam kompletnie nic, chyba że sobie będę robił żarełko w szklankach – zostały 4 czyste.

Nie mam pojęcia co zrobić z moto przed wyjazdem… Na pewno mi Haniulke podpierdolą. W zeszłym roku zimowała na firmie, w tym niestety nie wiem czy się to uda. Poza tym trzeba nią tam dojechać – w taką pizgawicę to ja dziękuje. W najgorszym – dla mnie najlepszym wypadku, wpierdolę ją do domku i niech sobie stoi. Tylko nie wiem, czy właściciel się na to zgodzi.

Weeee! Siostra wreszcie zacznie spłacać mi pożyczkę. Dałem im dosyć dogodne warunki, a i tak ruchała mnie w dupę z jej menaskiem. Trochę wkurwiające, ale co zrobić… A teraz zmobilizowali się i przypływ gotówki pozwoli na spłatę mnie. :)

Dzisiejsza praca minęła sprawnie, całą noc stałem i operowałem tym śmietnikiem bo za cholerę nie mogłem tego ustawić. Gorsza sprawa to fakt, że jebła mi szybka w kom… Miałem SG S3, spadł mi wielokrotnie, czasem jak nie miałem do niego nerwów, potrafiłem uderzyć mocno z pięści, zdarzyło się go gdzieś rzucić, nie bardzo o niego dbałem i co – żył, przed sprzedażą miał z 2 male ryski na szybie. Kupiłem używanego S4 i chuj, dziś kilka przysiadów by ustawić co chciałem, wyciągam po jakimś czasie i niespodzianka… Jednak gdy będę zmieniał na inny, to nowy.

Nie cierpię swojej cery… Wpierdoliłem trochę słodkiego i wyskoczył pierdolony pryszcz… Tak  mnie to wkurwia… Albo skurwiały nos.  Nieco na minusie albo przetrę chusteczką – i zamieniam się w pedoruchacza Rudolfa czerwono-nosego… Awwww! Może w weekendzik jednak znajdę chwilkę i przypierdolę jakiegoś grzyba. Mała faza zawsze spoko. Ewentualnie grzybek i zielone i dzień w przestworzach. Czasem miło polatać i porozmyślać nad życiem, obejrzeć je z całkiem innej perspektywy.

Jak już przy fazach jesteśmy to powiem, że jak ma się dobrych kumpli to można taką bekę targać, że tego sobie wyobrazić nie idzie (na trzeźwo). Śmiejemy się z tak mało śmiesznych rzeczy i każde gówno – dosłownie i w przenośni – daje tyle szczęścia… Moja pierwsza fazunia była w chu głęboka. Razem z kumplami spotkaliśmy się w gronie w jakim ciężko nam się było spotkać od dawna. Zawsze ktoś musiał się poświęcić bo praca źle komponowała się z wolnym. ALE UDAŁO SIĘ!! Także jako ‚rolnik’, na wspólne życzenie, wyruchałem trochę halucynków.

grzyby halucynogenne

grzyby halucynogenne

A zaczęło się tak…
– ‚Jasam’… Dalej, zawijamy do chłopaków.
– luzuj dupę, muszę ogarnąć ile tego ścierwa trzeba wjebać
– no to ruszaj pizdę

… Tu zaczął się problem… Jak niektórzy wiedzą – jest wiele gatunków grzybów halucynogennych… Jedne kopią bardziej, inne słabiej. Różnice robi jak długo rosły i gdzie rosły, czy były dobrze nawadniane czy już zaczęły się suszyć. Każda rzecz ma wpływ na ich moc… Także szperałem w necie… Jedna strona – musisz zjeść z 15-30 grzybków, inna strona – no minimum 200 grzybów by coś poczuć i tak mogę wymieniać i wymieniać. Jedni pisali o małej ilości, a inni o kilogramach. Także pojechaliśmy w sumie z niczym.
Pojechaliśmy moim autkiem. Wszystko fajnie, pogoda nie była zła. Dojechaliśmy. Było nas pięcioro. Czworo strasznie napalonych na pierwszą jazdę, a jeden ‚pilnujący’ (to, że najebany i zjarany – nie ważne).

alkohol

alkohol

Krótka rozmowa z ziomkami:
– mamy stuff… Problem tylko jeden maluśki – nie wiemy ile wziąć.
– ile tego masz?
Wyciągnąłem pakunek… Był wielkości małej paczki chipsów.
– tyle, nie wiem czy to dużo czy nie, różnie w necie piszą… Co robimy?
Chwila wspólnego namysłu…
– nie ma na co czekać – wpierdalajmy!

I tak się zaczęło… Pakunek z grzybami leciał w koło jak paczuszka z ciasteczkami. Każdy wziął główkę i nogę i podawał następnemu. Po czterech – sześciu kolejkach, stwierdziliśmy, że nie bierzemy więcej tylko czekamy, a jak nic nie będzie to weźmiemy więcej… Podczas żucia, padały różne teksty – smakują jak kapcie – raczej jak skarpety – one muszą tak jebać? – kurwa, można czymś to zapić? – zaraz puszcze bełta… My czekaliśmy na efekty a osoba pilnująca polewała sobie kolejnego kielicha.
W trakcie oczekiwania słuchaliśmy muzyki oraz przeglądaliśmy coś na kompie – komp był podłączony do tv, także wszyscy dobrze widzieli. Minęło może z pół godziny, pilnujący oraz Sierściuch  przeglądali allegro w poszukiwaniu mercedesów. Po chwili miałem problemy z czytaniem, tak jak i sierściuch. Litery zlewały się i ruszały, nie szło złapać ostrości, były za małe… Nie wiedzieliśmy czy to na pewno grzyby czy po prostu zmęczenie. Siedzieliśmy i czekaliśmy dalej. Pilnujący oglądał na google maps jakieś wioski, najbardziej wysunięte na północ, w których żyją ludzie. Zima… Ten obraz utkwił w mej głowie.
Po chwili zaczęło się… Sierściuch i ja zaczęliśmy czuć coś w nogach… Coś między mrowieniem, a tzw. ‚posiadaniem nóg z waty’. Bob i Frytka siedzieli cicho. Chłopakom nakręcił się temat… Zacząłem czuć mrowienie w dłoniach. Początkowo słuchałem o czym mówią. Czasem spoglądałem na zasłony. Ruszały się jak fale na jeziorze w piękny bezwietrzny dzień. Były powolne i delikatne oraz równomierne. Gdy odwróciłem od nich uwagę i po raz kolejny skupiałem się na rozmowie, fale ustawały. Wtedy właśnie postanowiłem odłączyć się od chłopaków i pójść dalej. Nie wiem ile minęło… Siedziałem tak wpatrzony w to co się dzieje. Jedyne czego chciałem to nie przeżycie wewnętrzne fazy lecz opisywanie jej. Starałem się układać zdania i zapisywać w głowie wszystko co się dzieje. Było to proste do czasu. Gdy faza bardziej się wkręciła, odleciałem. Nie mogłem już notować tego wszystkiego, było to za trudne, a poza tym przeszło na inny plan. Co jakiś czas słyszałem jak Bobi pyta mnie:
– Jasam… co jest? co widzisz?
– jest dobrze, nie wiem…

marihuana

marihuana

Za każdym razem tak się to kończyło. Latałem gdzieś z wyłączoną możliwością postrzegania, zgubiłem się i nie pamiętam gdzie. Po pewnym czasie zrobiło się chłodno, schowałem głowę do bluzy. I w tej bluzie się rozpoczęło na maxa. Latałem gdzieś w czarnej dupie. Nie zwracałem uwagi, czy po prostu nie czułem już obecności chłopaków. Co jakiś czas łapałem ogar, wychodziłem z bluzy i mówiłem do Bobiego – bo to on siedział najbliżej, zaraz za mną,
– Bobi… Jeść, pić…
– A co chcesz?
– Nie wiem…

I tak kilkanaście razy. Nie wiem czy robiłem to co 2 minuty czy pół godziny, czas zmienił się, zastygł, przyśpieszył – wszystko na raz. Czułem, że zostałem wessany w jego wir. Dla mnie minęło kilka godzin, a naprawdę kilka minut.
Po raz kolejny wyszedłem z bluzy, Frytka stał w kuchni, patrzył na nas i się uśmiechał. Był wyluzowany. YołYołowska bluza z kapturem, naciągniętym na głowę, luźne dresy. Rękę trzymał w kieszeni a drugą się ‚bawił’. Rozstawiał ciężar ciała z lewej nogi na prawą i znowu na lewą. Wyglądało to jak bardzo skromny taniec, możliwe, że robił to w rytm muzyki – ja niestety już tego nie pamiętam. Kilkukrotnie wyszedłem z bluzy i za każdym razem widziałem Frytkę w tym samym miejscu… Jak już mówiłem, czas stał się dziwny, nie wiem czy stał tam 5 minut czy godzinę, w każdym bądź razie rozjebał nas pewnym tekstem. Jakoś tak się złożyło, że wszyscy popatrzyliśmy na niego, on zastygł,jego taniec ciała lekko przystopował, spojrzał powoli na każdego z nas i zapytał…
– na chuj ja tu w ogóle stoję?

Niby ogarnął lutę zadając sobie takie pytanie, jednak stał tam dalej… Po kolejnej chwili ogarnął się i dotarł do tego co go tam ruszyło – miał zrobić herbatę! Także jak już tam stal zrobił 3 herbaty. Ja poprosiłem po raz kolejny ‚o coś’. Dostałem wodę. Zwykła kranówa, ale znacząco poprawiła mi humor. Niestety… Chcąc się napić natrafiłem na mały problem… Brak czucia w ustach? WTF? No właśnie, nie czułem ust. Nie funkcjonowałem na tyle dobrze, żeby widzieć i normalnie napić się. Także wsadziłem dwa palce do szklanki. Czułem jak bardzo są zamoczone. Przyłożyłem ją do ust i zacząłem przechylać, ciągle kontrolując poziom wody i przechylenie. NARESZCIE! Po takiej saharze, dostałem kroplę wody. Jak deszcz na pustyni. Czułem się cudnie. Oparłem się i zamknąłem oczy, ciągle trzymając w dłoni szklankę i zamoczone w niej palce. Usłyszałem jak Frytka mówi do Bobiego:
– tej… Zabierz mu tę szklankę…
– po co?
– bo niby jest tak, że jak się śpi i ma rękę w wodzie to można się zlać…

faza po grzybach

faza po grzybach

Bobi zabrał mi szklankę. Byłem zbyt nieogarnięty by zaprotestować. Leżałem, byłem jak nieprzytomny, jednak ciągle zachowywałem niewielkie połączenie ze światem. Schowałem się ponownie do bluzy… Po raz kolejny niewiadoma ilość czasu przeleciała jak słońce przez horyzont. Chłopaki dali mi danonki. Superancko! Od razu chwyciłem je do ręki. Nie myślałem racjonalnie. Jak najszybciej chciałem je zjeść. Nigdzie nie było łyżeczki, a czekanie na nią pewnie zmieściło by się w kilku godzinach. Rozpocząłem konsumpcję…  …ręką. Zjadłem trochę, słyszałem tylko jak chłopaki się ze mnie śmieją, no cóż, jebać, byłem głodny. Po posiłku odleciałem na kolejne x czasu. Przez głowę przelatywało mi milion myśli, a zarazem było pusto jak na leśnej drodze o 3 rano. Myślałem o życiu i tym, co czyni mnie szczęśliwym. Myślałem o przyjaciołach i rodzinie, o  tym co robię źle i dobrze.
Poczułem się dziwnie, wzięło mi się na wymioty. Usiadłem… Spojrzałem na nich i powiedziałem:
– Chłopaki… Odchodzę… – w głowie miałem myśli, że odlatuję z tego świata i nigdy już nie wrócę.
– Gdzie odchodzisz? Nigdzie nie odchodź!
– nie wiem…?

Posiedziałem tak chwilę w ciszy. Nagle wstałem i wyszedłem. Chłopaki mówili bym nigdzie nie odchodził. Po chwili jednak dołączyli do mnie i mimo, że kibel był wolny każdy w innym miejscu przed domem zaczął lać. Świat dla mnie nie istniał.  Było ciemno. Jedyne co widziałem to dom, ogród i żywopłot oddzielający nas od ciemności. Nic za nim się nie prezentowało, czarność… Plułem i plułem, niby czekałem na bełta, ale po każdym plujnięciu przechodziło. Wszedłem do środka. Było mi strasznie zimno. Znowu zaczęło mi się chcieć rzygać. Stanąłem koło śmietnika. Chłopaki nalegali bym poszedł do kibla, plujnąłem jednak do kosza na śmieci i mi przeszło… Usiadłem, dziwnie się czułem… W pokoju była ‚szafa’, a w niej łóżko, położyłem się tam. Leżąc po raz kolejny mój łeb nawiedziło milion myśli. Faza przeszła na kolejny etap…
Leżałem, początkowo słyszałem jak chłopaki coś mówią – nie wiedziałem co, ale odpowiadałem co jakiś czas – twoja stara, albo – zamknij mordę.
Zacząłem znów marznąć. W głowie odpalił mi się film – jesteśmy w wiosce, w której jest zima… To ta jebana wioska z google maps – wtedy tego nie wiedziałem. Czułem, że jesteśmy daleko od cywilizacji, nie mogłem nic zrobić, wszyscy umrzemy. Bobi zwrócił się do kogoś – daj ognia bo faje chcę zapalić… Trafił we mnie! Nie zamarzniemy… Spalimy się! W mojej głowie myślałem, że wszyscy są tacy wyruchani jak ja, leżą i nie wiedzą co się dzieje… Zapali papierosa, Bobi będzie leżał, a on spadnie gdzieś i się spalimy żywcem. Szybkie myśli jakby poinformować rodzinę o tym co się dzieje, oddanie swoich rzeczy, prośbę o zamknięcie spraw i pożegnanie się. Nie wiedziałem co robić… Ale leżałem dalej, chłopaki mnie chyba przykryli, ponieważ zrobiło się cieplej…
Jeszcze przez jakiś czas leżałem, ale czułem, że zaczynam coś ogarniać, ruszałem rekami, dźwięki wracały do normalnej postaci, wyszedłem z ‚szafy’, wszyscy byli ogarnięci. Pilnujący zaproponował mi kielicha, odmówiłem.
Razem z Sierściuchem, który wyglądał dobrze i już dawno się ogarnął, pożegnaliśmy się z chłopakami i pojechaliśmy, on był kierowcą. Dzieło się wiele, w każdym z nas, ale pożegnaliśmy się jak gdyby nic się nie stało. Jadąc wszystko było takie dziwne, kolory, kształty. Gdy byliśmy w domu poszedłem do łazienki – moje oczy jak ogromne czarne kleksy na białych piłeczkach pingpongowych. Ręce dalej były oblezione przez ruszające się wzorki oraz rosły i kurczyły się w tym samym czasie… Poszedłem spać.

Z tego spotkania pozostało kilka zdjęć i krótki film. Pozostawił on również wiele wspomnień. Mimo tej chwili, gdzie obawiałem się końca, cała faza była zajebista, spotkanie było zajebiste i ekipa była zajebista, Każda kolejna faza jaką przezywałem zawierała wzmiankę o tej pierwszej. Wspominam to często. Piękne chwile :) Kolejnego dnia zobaczyłem swoją bluzę – od góry do dołu ujebana danonkami. Heh. Nie da się niestety tego od tak opisać. Nie jeden próbował. Podczas fazy ma się wrażenie, że wiesz co i jak opisać, zasób słów jest duży i wiesz jak to wszystko sklecić. Po fazie niestety jest tak, jakbyś zapomniał jak to wyglądało, jakby dzielił Cię szmat czasu od tych wydarzeń i częściowo się one zatarły. Próbując jednak zapisać to wszystko podczas fazy, zdania są nieskładniowe, wydaje Ci się, że wiesz co piszesz i mimo braku słow na całe te zamieszanie, dokładnie umieszczasz sytuacje w zdaniach. Jak się jednak myliłeś, dowiadujesz się po zejściu z fazy… Bezsensowne teksty i brak możliwości poprawy tych zdań na trzeźwo… Nie da się tego opisać…

Grudzień 7

Przedświąteczne porządeczki

Praca, praca i więcej pracy… Muszę zrobić wiele rzeczy, a czasu brak. Sprzątanie, to chyba najgorsze co może być. Umyć naczynia, to chyba dlatego preferuje wpieprzanie pizzy i kababów. Trzeba umyć autko i wcisnąć zimowe aluski, tak mi się chce…

Żyje już wyjazdem do domku, jeszcze tylko 11 dni!

Denerwują mnie moje byłe… Były ze mną potrafiły marudzić jak to im źle, po zakończeniu chcą wracać. Awwww… Mam kontakt z większością moich byłych, jedna z tych co chce wrócić prosi chociaż tylko o to bym miał z nią kontakt, co w przypadku tego jak zakończyliśmy związek, wg mnie nie ma sensu. A druga po prostu zrobiła niewinną głupotę. Przepraszała wielokrotnie, ale teraz ja w głowie mam inne wartości i jakoś wchodzenie w kolejny związek nie ma sensu. Także ta druga była lubi mi marudzić o wspólne fotki, które koleżanki dodają na fb. Nie było by w tym nic złego gdyby nie fakt, że jestem wolny. Nie cierpię jak mi ktoś sapie o to co robię… Robię to co lubię i będę to robił.

A tu obrazeczek.

Miłość dziecka do matki

Miłość dziecka do matki

Wielu mówi, że jestem głupi czy obleśny, że to nie śmieszne… Ależ wręcz przeciwnie… Jestem młodym kretynem z ogromnym dystansem do wszystkiego… Nie lubię czarnych małp i tych zawszonych Allahów… Ci drudzy doprowadzają mnie do pasji… Wkurwia mnie fakt, że my jadąc gdzieś musimy się zmieniać i przyzwyczajać, a te kurwy wpierdalają się gdzie chcą i zmieniają prawo, a te zjeby polityczne im ulegają. Na jaki chuj? Nie było tak i nie będzie, nie podoba się w tym kraju? Uważacie, że to nietolerancja – wypierdalać. I tutaj lubię nasz kraj za śmiesznych JP’ków i łysoli w starych BM’kach. Wpierdolą takiemu za free, niech wiedzą… Może i głupie podejście, ale będąc za granicą lubię słyszeć jak te wszoki gadają o tym, że tam się boją jechać bo jesteśmy patolami… Wydaje mi się, że widzą nas tak jak my rusków.

Uwielbiam czarny humor i tak już zostanie :)

Zakupiłem kamerkę! wydałem aż – uwaga – 45zyla! I tak trochę dużo jak na rzecz, którą planuje rozkręcić zaraz po otrzymaniu hah. Weźmie ona udział w jednym z moich projektów, nad którymi myślałem już od dłuższego czasu… Trzeba znaleźć nowe i rozkręcić stare hobby… A majsterkowanie ze sprzętami dobrze zabija mi czas.