Grudzień 15

Faza, fazunia #2

Dostałem od znajomego ‚miśka’, co nakłoniło mnie do kolejnych wspominek z faz. Dodatkowo obejrzałem na sadolu pewien film o zmianie klimatu i pogody, blah blah. Jeden z komentarzy zwrócił moją uwagę. Koleś zapytał o część filmu, w której była wzmianka – pokazane nagrania ludzi oraz jakieś info z wiadomości, na temat wybuchów i dziwnych dźwięków ‚z nieba’. Było je słychać jednocześnie w Nowym Jorku oraz Anglii. Ostatnio pisałem i jak wiele osób wie, że trudno jest opisać stan w jakim się znajdujemy, co widzimy i co myślimy podczas fazy. Jednakże raz miałem zajawę na sposób działania naszego społeczeństwa. I tak jakby to powiedzieć – ‚to wszystko już było’ – słowa i myśl, która przechodzi Ci przez łeb podczas latania.

Opis ten będzie napisany bardzo, hmmm… Dziwnie, możliwe, że bez składu i niepoprawnie. Poza tym, treść może zawierać informacje tak pojebane, że zrasują Ci łeb i nie wyciągniesz z niego żadnych pożytecznych informacji. Jest to spowodowane tym, że na ‚sucho’ raczej nie myśli się o niczym w ten sposób. Jako, że nie pamiętam, w której fazie to mi do łba przyszło, dlatego opiszę samą rozkminę jaka mnie dopadła, a stało się to w sposób jaki gwałciciel dopada swoje ofiary, po samej fazie. No to jedziemy…

Jebanie w piłe

jebanie w piłe

Słowa ‚to już było’ – o co chodzi? A o to, że kręcimy się ciągle w kółko… Usiądź sobie wygodnie i zastanów się jak wygląda/ło Twoje życie gdy miałeś 10-15-20 lat. Mniej-więcej tak:
* szkoła – gadanie z kumplami, jak w każdej klasie – byle by minęło. Wymyślanie zabaw i gier, tworzenie grup, przezwisk dla kumpli i wymyślanie nowych słów.
* po szkole – jak najszybciej ogarnąć się na jutro i zależnie od pogody, albo wyjebanie na dwór i nakurwianie na rowerach, strzelanina ‚bronią’ z kijów, zabawy w chowanego, jebanie w piłę, tworzenie ‚baz’, albo gdy pogoda była chujowa, granie na pegasusie, oglądanie filmów, zabawy ‚ludzikami’ czy ‚lalkami’ – batman, action man, superman i inne kurwy.
* wieczór – powroty do domów, kąpiel i zaczynanie kolejnego dnia.

Jakby nie patrzeć każdy robił ‚to samo’. Oczywiście zależnie od miejsca zamieszkania i ‚wyglądu rodziny’, mogło się to nieco różnić. Również jako, że jetem facetem, nie uwzględniłem zabaw dla dziewczyn, chociaż i one miały podobne zajawki. Też wiek Wasz – czytelników jest różny, więc nie wstrzelę się w pisanie by każdemu dogodzić. lećmy dalej.

zabawy na trzepaku

zabawy na trzepaku

Z biegiem czasu rozwinęła się technika – kompy, telefony, chuje móje, dzikie węże. Nie mieliśmy jeszcze dużo wspólnego ze ‚złem’ świata. Czasem musieliśmy tłumaczyć dziadkom/rodzicom jak działa jakaś rzecz. Czasem mówić o nowym ‚slangu’, słowach wymyślonych przez rówieśników.

Staliśmy się starsi. Zaczynamy czerpać więcej informacji z zewnątrz. Ta jest taka i owaka, ten jest taki i taki. Gdzieś był wypadek i ktoś zginął. W innym miejscu została zgwałcona dziewczyna. W tamtym mieście ktoś rozprowadzał dragi. I wiele, wiele innych. Coś z czym nie mieliśmy styczności (większość z nas), coś przed czym chronili nas rodzice, zaczyna nas molestować, oblizywać swoim szatańskim językiem.
Lecimy w przyszłość. Mamy w swoich rękach zakazane rzeczy. Papierosy, lekkie dragi, alkohol. Jesteśmy bliżej świata. Zaczynamy planować przyszłość. Znajdujemy i rozwijamy swoje hobby. Wszystko się zaczyna kręcić. Znajdujemy dziewczynę,  jedną, drugą trzecią. Z tą nie wyszło, z tamtą nie wyszło.
*(tu poza tematem całkowicie – nie rozumiem szmaciarzy, którzy biczą na swoje byłe… Większość z nich po prostu nie czuła jednak tego czegoś, inne po prostu widziały, że się zmieniłeś – pokazałeś obojętność – i to im nie przypasowało, co poskutkowało rozstaniem. Ok, zdarza się. Więc się kurwo ogarnij i zastanów nad sobą, a nie sadzisz do nich, że już Ci się nie dadzą. Laski to nie tylko pizda i cycki. Mam kontakt ze swoimi byłymi i niestety, jest też kilka, które zwyczajnie wykasowałem z głowy i na które mogę biczyć, ale tylko z tego względu, że pizdy nie umiały trzymać swoich jeży na wodzy. Tak, w tym wypadku są kurwami, ale nie dla tego, że zerwałem, tylko dlatego, że się puściły.)

czas do pracy

czas do pracy

Dostajemy pierwszą pracę. Jesteśmy poniekąd w stanie spełniać swoje marzenia i wszelakie zachcianki. Wyjeżdżamy na wakacje, opłacamy swoje potrzeby. Wszystko kręci się dalej.
Tu zacznę nieco smutniej, umierają nasi bliscy, nasze zwierzątka, najlepsi przyjaciele – to było, jest i będzie – tego nic nie zmieni, no może poza kataklizmem. Jakaś wykurwista kometa czy coś.

Dalej nie będę opisywał z dwóch względów:
1. Jestem zbyt młody by dalej oceniać życie,
2. Pewnie zgodziłeś się z choć jedną wymienioną przeze mnie wyżej rzeczą.

No i dobra – co to miało na celu? Ano właśnie, opisałem jak było. A teraz zobacz co robią młodzi… No tu się pojawia problem elektroniki, dlatego też porównanie nie będzie kompletne, ale sam fakt. Bawią się, chodzą do szkoły. Wymyślają rzeczy, których czasem nie ogarniamy, a starzy jeszcze nie jesteśmy. Bardzo smutno to powiedzieć, ale widzimy już naszych rodziców jak siwieją, starzeją się – wiecie o co mi chodzi. Niedługo, lub dla niektórych – już, staramy się wychowywać dzieci w miłości i spokoju, z dala od ‚złego świata’. Zajmujemy rolę naszych rodziców. Przekazujemy im swoją miłość i wychowujemy. Wkładamy w nich część siebie.

Także mam nadzieję, że ogarniacie w jakimś stopniu skąd bierze się ‚ale to wszystko już było’ podczas tripów.

Tu zakończę mój wywód na temat otaczających nas ludzi, a zajmę się światem. Nie wiem czy to stało się podczas jednego tripu czy kilku innych, ale posklejałem wszystko w całość i dokończę poniżej.

żywioł

żywioł

Otóż pewnego razu naszła mnie rozkmina na temat końca świata i tego jak zachowujemy się w sytuacji zagrożenia. Opowiadając to znajomych użyłem przykładu bakterii w kiblu 😀 Ale Wam postaram się to przedstawić nieco w inny sposób.
Świat i jego koniec… Wyobraź sobie naszą kulę ziemską. Na niej jacyś grotmeni  z gołymi pytami. Wszystko idzie jak powinno. I po raz kolejny zaczynamy technikę. Nie chce mi się wymyślać już tysiąca przykładów więc zajmę się jakimś jednym przykładem.
Niech to będzie emisja spalin. Lecą sobie spalinki od naszych wozów i fabryczek do chmurek. Tam nasza warstwa ozonowa dostaje bladej kurwicy. UWAGA – naukowcy alarmują, nie dziś, nie jutro, ale tym sposobem wyeliminujemy sami siebie. Także zaczynamy robić coś w tym kierunku by wyeliminować ten problem i ‚ukryć’ się przed kataklizmem.

warstwa ozonowa

warstwa ozonowa

A teraz zrobimy to na przykładzie choroby człowieka. Jest sobie Jan Kowalski. Zadowolony cielaczek z przeciętnej rodzinki. Jan ma swoje hobby i swoja wspaniałą rodzinkę. Żyją sobie szczęśliwie. Aż tu nam szaraczek Janek zaczyna chorować. Zaczynają się jakieś tam objawy. Co robi Janek? Idzie do lekarza, sięga po leki. Tabletunie i syropki. Co robią wirusy? Giną. Także taki wirusek się rozrasta z dnia na dzień. Aż w końcu, tak jak to we wcześniejszym przykładzie – zaczynają się objawy u ‚nosiciela’. (teraz będę mieszał przykłady). Nosiciel – ziemia, odkrywa, że coś jest nie halo i daje znaki, że coś trzeba z tym zrobić. Także dla ziemi będzie to srylion lat zanim warstwa zniknie i nas spali, a dla wirusa kilka dni zanim ciało go rozpierdoli. Także jesteśmy w tym samym miejscu. Zmierzam do tego, że jest taka możliwość iż jesteśmy sobie od takim wirusem na lub w czymś. I z biegiem czasu dajemy o sobie znać temu wszystkiemu. I albo się dobrze ukryjemy – zanim znajdą szczepionkę, albo zginiemy od razu. Co jeżeli kataklizmy to walka z nami? A może jeszcze nie jesteśmy, aż tak rozwinięci by nas wykryto? Teraz się przyczepicie o czas. Podczas fazy czas staje w miejscu. Sekundy ciągną się godzinami. Dlatego też porównanie tego, że coś (warstwa ozonowa) niszczy się długo, a coś innego (wirusy – wykrycie/zniszczenie)  niszczy się znacznie szybciej. Chodzi o sam efekt tego.

niszczenie wirusów

niszczenie wirusów

Dobra. już sam się zgubiłem. Mówiłem na początku, że to będzie zagmatwane, ale naprawdę ciężko znaleźć słowa, ułożyć myśli i spisać to wszystko. Jest to wytwór mojego małego mózgu więc się jebcie jak nie pasi. Fazowicze pewnie docenią starania.

Tu jeszcze mała prawda na temat dragów.

alkohol - joint - grzyby - faza

alkohol – joint – grzybki – faza

Grudzień 9

Czuję wolność

Wypasik. Coraz bliżej weekendu. Jeszcze tylko jedna nocunia i będę nakurwiał salta.

Niby mógłbym się zrelaksować, nareszcie… Niestety muszę wreszcie ruszyć pizdeczkę i coś zrobić. Jestem leniwy jak gówno w zoo… Tak więc pierwsze co zrobię to powieszenie prania. Według mnie mam pralkę i suszarkę w jednym, tylko suszenie zajmuje kilka – kilkanaście dni 😀 Dlatego też wyciągnę te pranie – już tam chyba 4 dzień zimuje – i powieszę. Dalej czeka mnie sprzątanie. I to dosyć dokładnie. Właściciel chaty ma mi złożyć wizytę. Kolejna sprawa to mycie naczyń… Wczoraj nie miałem na czym pizzy zjeść i użyłem deski do krojenia. A więc teraz już nie mam kompletnie nic, chyba że sobie będę robił żarełko w szklankach – zostały 4 czyste.

Nie mam pojęcia co zrobić z moto przed wyjazdem… Na pewno mi Haniulke podpierdolą. W zeszłym roku zimowała na firmie, w tym niestety nie wiem czy się to uda. Poza tym trzeba nią tam dojechać – w taką pizgawicę to ja dziękuje. W najgorszym – dla mnie najlepszym wypadku, wpierdolę ją do domku i niech sobie stoi. Tylko nie wiem, czy właściciel się na to zgodzi.

Weeee! Siostra wreszcie zacznie spłacać mi pożyczkę. Dałem im dosyć dogodne warunki, a i tak ruchała mnie w dupę z jej menaskiem. Trochę wkurwiające, ale co zrobić… A teraz zmobilizowali się i przypływ gotówki pozwoli na spłatę mnie. :)

Dzisiejsza praca minęła sprawnie, całą noc stałem i operowałem tym śmietnikiem bo za cholerę nie mogłem tego ustawić. Gorsza sprawa to fakt, że jebła mi szybka w kom… Miałem SG S3, spadł mi wielokrotnie, czasem jak nie miałem do niego nerwów, potrafiłem uderzyć mocno z pięści, zdarzyło się go gdzieś rzucić, nie bardzo o niego dbałem i co – żył, przed sprzedażą miał z 2 male ryski na szybie. Kupiłem używanego S4 i chuj, dziś kilka przysiadów by ustawić co chciałem, wyciągam po jakimś czasie i niespodzianka… Jednak gdy będę zmieniał na inny, to nowy.

Nie cierpię swojej cery… Wpierdoliłem trochę słodkiego i wyskoczył pierdolony pryszcz… Tak  mnie to wkurwia… Albo skurwiały nos.  Nieco na minusie albo przetrę chusteczką – i zamieniam się w pedoruchacza Rudolfa czerwono-nosego… Awwww! Może w weekendzik jednak znajdę chwilkę i przypierdolę jakiegoś grzyba. Mała faza zawsze spoko. Ewentualnie grzybek i zielone i dzień w przestworzach. Czasem miło polatać i porozmyślać nad życiem, obejrzeć je z całkiem innej perspektywy.

Jak już przy fazach jesteśmy to powiem, że jak ma się dobrych kumpli to można taką bekę targać, że tego sobie wyobrazić nie idzie (na trzeźwo). Śmiejemy się z tak mało śmiesznych rzeczy i każde gówno – dosłownie i w przenośni – daje tyle szczęścia… Moja pierwsza fazunia była w chu głęboka. Razem z kumplami spotkaliśmy się w gronie w jakim ciężko nam się było spotkać od dawna. Zawsze ktoś musiał się poświęcić bo praca źle komponowała się z wolnym. ALE UDAŁO SIĘ!! Także jako ‚rolnik’, na wspólne życzenie, wyruchałem trochę halucynków.

grzyby halucynogenne

grzyby halucynogenne

A zaczęło się tak…
– ‚Jasam’… Dalej, zawijamy do chłopaków.
– luzuj dupę, muszę ogarnąć ile tego ścierwa trzeba wjebać
– no to ruszaj pizdę

… Tu zaczął się problem… Jak niektórzy wiedzą – jest wiele gatunków grzybów halucynogennych… Jedne kopią bardziej, inne słabiej. Różnice robi jak długo rosły i gdzie rosły, czy były dobrze nawadniane czy już zaczęły się suszyć. Każda rzecz ma wpływ na ich moc… Także szperałem w necie… Jedna strona – musisz zjeść z 15-30 grzybków, inna strona – no minimum 200 grzybów by coś poczuć i tak mogę wymieniać i wymieniać. Jedni pisali o małej ilości, a inni o kilogramach. Także pojechaliśmy w sumie z niczym.
Pojechaliśmy moim autkiem. Wszystko fajnie, pogoda nie była zła. Dojechaliśmy. Było nas pięcioro. Czworo strasznie napalonych na pierwszą jazdę, a jeden ‚pilnujący’ (to, że najebany i zjarany – nie ważne).

alkohol

alkohol

Krótka rozmowa z ziomkami:
– mamy stuff… Problem tylko jeden maluśki – nie wiemy ile wziąć.
– ile tego masz?
Wyciągnąłem pakunek… Był wielkości małej paczki chipsów.
– tyle, nie wiem czy to dużo czy nie, różnie w necie piszą… Co robimy?
Chwila wspólnego namysłu…
– nie ma na co czekać – wpierdalajmy!

I tak się zaczęło… Pakunek z grzybami leciał w koło jak paczuszka z ciasteczkami. Każdy wziął główkę i nogę i podawał następnemu. Po czterech – sześciu kolejkach, stwierdziliśmy, że nie bierzemy więcej tylko czekamy, a jak nic nie będzie to weźmiemy więcej… Podczas żucia, padały różne teksty – smakują jak kapcie – raczej jak skarpety – one muszą tak jebać? – kurwa, można czymś to zapić? – zaraz puszcze bełta… My czekaliśmy na efekty a osoba pilnująca polewała sobie kolejnego kielicha.
W trakcie oczekiwania słuchaliśmy muzyki oraz przeglądaliśmy coś na kompie – komp był podłączony do tv, także wszyscy dobrze widzieli. Minęło może z pół godziny, pilnujący oraz Sierściuch  przeglądali allegro w poszukiwaniu mercedesów. Po chwili miałem problemy z czytaniem, tak jak i sierściuch. Litery zlewały się i ruszały, nie szło złapać ostrości, były za małe… Nie wiedzieliśmy czy to na pewno grzyby czy po prostu zmęczenie. Siedzieliśmy i czekaliśmy dalej. Pilnujący oglądał na google maps jakieś wioski, najbardziej wysunięte na północ, w których żyją ludzie. Zima… Ten obraz utkwił w mej głowie.
Po chwili zaczęło się… Sierściuch i ja zaczęliśmy czuć coś w nogach… Coś między mrowieniem, a tzw. ‚posiadaniem nóg z waty’. Bob i Frytka siedzieli cicho. Chłopakom nakręcił się temat… Zacząłem czuć mrowienie w dłoniach. Początkowo słuchałem o czym mówią. Czasem spoglądałem na zasłony. Ruszały się jak fale na jeziorze w piękny bezwietrzny dzień. Były powolne i delikatne oraz równomierne. Gdy odwróciłem od nich uwagę i po raz kolejny skupiałem się na rozmowie, fale ustawały. Wtedy właśnie postanowiłem odłączyć się od chłopaków i pójść dalej. Nie wiem ile minęło… Siedziałem tak wpatrzony w to co się dzieje. Jedyne czego chciałem to nie przeżycie wewnętrzne fazy lecz opisywanie jej. Starałem się układać zdania i zapisywać w głowie wszystko co się dzieje. Było to proste do czasu. Gdy faza bardziej się wkręciła, odleciałem. Nie mogłem już notować tego wszystkiego, było to za trudne, a poza tym przeszło na inny plan. Co jakiś czas słyszałem jak Bobi pyta mnie:
– Jasam… co jest? co widzisz?
– jest dobrze, nie wiem…

marihuana

marihuana

Za każdym razem tak się to kończyło. Latałem gdzieś z wyłączoną możliwością postrzegania, zgubiłem się i nie pamiętam gdzie. Po pewnym czasie zrobiło się chłodno, schowałem głowę do bluzy. I w tej bluzie się rozpoczęło na maxa. Latałem gdzieś w czarnej dupie. Nie zwracałem uwagi, czy po prostu nie czułem już obecności chłopaków. Co jakiś czas łapałem ogar, wychodziłem z bluzy i mówiłem do Bobiego – bo to on siedział najbliżej, zaraz za mną,
– Bobi… Jeść, pić…
– A co chcesz?
– Nie wiem…

I tak kilkanaście razy. Nie wiem czy robiłem to co 2 minuty czy pół godziny, czas zmienił się, zastygł, przyśpieszył – wszystko na raz. Czułem, że zostałem wessany w jego wir. Dla mnie minęło kilka godzin, a naprawdę kilka minut.
Po raz kolejny wyszedłem z bluzy, Frytka stał w kuchni, patrzył na nas i się uśmiechał. Był wyluzowany. YołYołowska bluza z kapturem, naciągniętym na głowę, luźne dresy. Rękę trzymał w kieszeni a drugą się ‚bawił’. Rozstawiał ciężar ciała z lewej nogi na prawą i znowu na lewą. Wyglądało to jak bardzo skromny taniec, możliwe, że robił to w rytm muzyki – ja niestety już tego nie pamiętam. Kilkukrotnie wyszedłem z bluzy i za każdym razem widziałem Frytkę w tym samym miejscu… Jak już mówiłem, czas stał się dziwny, nie wiem czy stał tam 5 minut czy godzinę, w każdym bądź razie rozjebał nas pewnym tekstem. Jakoś tak się złożyło, że wszyscy popatrzyliśmy na niego, on zastygł,jego taniec ciała lekko przystopował, spojrzał powoli na każdego z nas i zapytał…
– na chuj ja tu w ogóle stoję?

Niby ogarnął lutę zadając sobie takie pytanie, jednak stał tam dalej… Po kolejnej chwili ogarnął się i dotarł do tego co go tam ruszyło – miał zrobić herbatę! Także jak już tam stal zrobił 3 herbaty. Ja poprosiłem po raz kolejny ‚o coś’. Dostałem wodę. Zwykła kranówa, ale znacząco poprawiła mi humor. Niestety… Chcąc się napić natrafiłem na mały problem… Brak czucia w ustach? WTF? No właśnie, nie czułem ust. Nie funkcjonowałem na tyle dobrze, żeby widzieć i normalnie napić się. Także wsadziłem dwa palce do szklanki. Czułem jak bardzo są zamoczone. Przyłożyłem ją do ust i zacząłem przechylać, ciągle kontrolując poziom wody i przechylenie. NARESZCIE! Po takiej saharze, dostałem kroplę wody. Jak deszcz na pustyni. Czułem się cudnie. Oparłem się i zamknąłem oczy, ciągle trzymając w dłoni szklankę i zamoczone w niej palce. Usłyszałem jak Frytka mówi do Bobiego:
– tej… Zabierz mu tę szklankę…
– po co?
– bo niby jest tak, że jak się śpi i ma rękę w wodzie to można się zlać…

faza po grzybach

faza po grzybach

Bobi zabrał mi szklankę. Byłem zbyt nieogarnięty by zaprotestować. Leżałem, byłem jak nieprzytomny, jednak ciągle zachowywałem niewielkie połączenie ze światem. Schowałem się ponownie do bluzy… Po raz kolejny niewiadoma ilość czasu przeleciała jak słońce przez horyzont. Chłopaki dali mi danonki. Superancko! Od razu chwyciłem je do ręki. Nie myślałem racjonalnie. Jak najszybciej chciałem je zjeść. Nigdzie nie było łyżeczki, a czekanie na nią pewnie zmieściło by się w kilku godzinach. Rozpocząłem konsumpcję…  …ręką. Zjadłem trochę, słyszałem tylko jak chłopaki się ze mnie śmieją, no cóż, jebać, byłem głodny. Po posiłku odleciałem na kolejne x czasu. Przez głowę przelatywało mi milion myśli, a zarazem było pusto jak na leśnej drodze o 3 rano. Myślałem o życiu i tym, co czyni mnie szczęśliwym. Myślałem o przyjaciołach i rodzinie, o  tym co robię źle i dobrze.
Poczułem się dziwnie, wzięło mi się na wymioty. Usiadłem… Spojrzałem na nich i powiedziałem:
– Chłopaki… Odchodzę… – w głowie miałem myśli, że odlatuję z tego świata i nigdy już nie wrócę.
– Gdzie odchodzisz? Nigdzie nie odchodź!
– nie wiem…?

Posiedziałem tak chwilę w ciszy. Nagle wstałem i wyszedłem. Chłopaki mówili bym nigdzie nie odchodził. Po chwili jednak dołączyli do mnie i mimo, że kibel był wolny każdy w innym miejscu przed domem zaczął lać. Świat dla mnie nie istniał.  Było ciemno. Jedyne co widziałem to dom, ogród i żywopłot oddzielający nas od ciemności. Nic za nim się nie prezentowało, czarność… Plułem i plułem, niby czekałem na bełta, ale po każdym plujnięciu przechodziło. Wszedłem do środka. Było mi strasznie zimno. Znowu zaczęło mi się chcieć rzygać. Stanąłem koło śmietnika. Chłopaki nalegali bym poszedł do kibla, plujnąłem jednak do kosza na śmieci i mi przeszło… Usiadłem, dziwnie się czułem… W pokoju była ‚szafa’, a w niej łóżko, położyłem się tam. Leżąc po raz kolejny mój łeb nawiedziło milion myśli. Faza przeszła na kolejny etap…
Leżałem, początkowo słyszałem jak chłopaki coś mówią – nie wiedziałem co, ale odpowiadałem co jakiś czas – twoja stara, albo – zamknij mordę.
Zacząłem znów marznąć. W głowie odpalił mi się film – jesteśmy w wiosce, w której jest zima… To ta jebana wioska z google maps – wtedy tego nie wiedziałem. Czułem, że jesteśmy daleko od cywilizacji, nie mogłem nic zrobić, wszyscy umrzemy. Bobi zwrócił się do kogoś – daj ognia bo faje chcę zapalić… Trafił we mnie! Nie zamarzniemy… Spalimy się! W mojej głowie myślałem, że wszyscy są tacy wyruchani jak ja, leżą i nie wiedzą co się dzieje… Zapali papierosa, Bobi będzie leżał, a on spadnie gdzieś i się spalimy żywcem. Szybkie myśli jakby poinformować rodzinę o tym co się dzieje, oddanie swoich rzeczy, prośbę o zamknięcie spraw i pożegnanie się. Nie wiedziałem co robić… Ale leżałem dalej, chłopaki mnie chyba przykryli, ponieważ zrobiło się cieplej…
Jeszcze przez jakiś czas leżałem, ale czułem, że zaczynam coś ogarniać, ruszałem rekami, dźwięki wracały do normalnej postaci, wyszedłem z ‚szafy’, wszyscy byli ogarnięci. Pilnujący zaproponował mi kielicha, odmówiłem.
Razem z Sierściuchem, który wyglądał dobrze i już dawno się ogarnął, pożegnaliśmy się z chłopakami i pojechaliśmy, on był kierowcą. Dzieło się wiele, w każdym z nas, ale pożegnaliśmy się jak gdyby nic się nie stało. Jadąc wszystko było takie dziwne, kolory, kształty. Gdy byliśmy w domu poszedłem do łazienki – moje oczy jak ogromne czarne kleksy na białych piłeczkach pingpongowych. Ręce dalej były oblezione przez ruszające się wzorki oraz rosły i kurczyły się w tym samym czasie… Poszedłem spać.

Z tego spotkania pozostało kilka zdjęć i krótki film. Pozostawił on również wiele wspomnień. Mimo tej chwili, gdzie obawiałem się końca, cała faza była zajebista, spotkanie było zajebiste i ekipa była zajebista, Każda kolejna faza jaką przezywałem zawierała wzmiankę o tej pierwszej. Wspominam to często. Piękne chwile :) Kolejnego dnia zobaczyłem swoją bluzę – od góry do dołu ujebana danonkami. Heh. Nie da się niestety tego od tak opisać. Nie jeden próbował. Podczas fazy ma się wrażenie, że wiesz co i jak opisać, zasób słów jest duży i wiesz jak to wszystko sklecić. Po fazie niestety jest tak, jakbyś zapomniał jak to wyglądało, jakby dzielił Cię szmat czasu od tych wydarzeń i częściowo się one zatarły. Próbując jednak zapisać to wszystko podczas fazy, zdania są nieskładniowe, wydaje Ci się, że wiesz co piszesz i mimo braku słow na całe te zamieszanie, dokładnie umieszczasz sytuacje w zdaniach. Jak się jednak myliłeś, dowiadujesz się po zejściu z fazy… Bezsensowne teksty i brak możliwości poprawy tych zdań na trzeźwo… Nie da się tego opisać…

Grudzień 8

Skajpajowo

Kolejna nocka ciągnie się na skajpaju z najlepsiejszą dupcią na świecie. Może i nie jest w moim typie, chociaż nie powiem, że była by zła, ale chodzi o charakter. Jest zajebista :)) Powinna się uczyć, a oczywiście siedzi ze mną i pierdoli o wszystkim i o niczym. Niby co w tym takiego, z każdym tak można… Otóż nie! Jeżeli kiedykolwiek pomyślałeś, że z każdym idzie się dobrze dogadać, tylko trzeba umieć to jesteś w błędzie.
Oczywiście jeżeli interesujesz się wszystkimi oraz w każdym temacie siedzisz jak szczur w kiblu to może i owszem, ale tylko wtedy. Bo co to za frajda gadać na temat, który Cię nie interesuje? Poza tym istnieje coś takiego jak charakter, czasem chcesz z kimś pogadać, ale po prostu nie czujesz tej chęci, a rozmowa się nie klei. Bywa.
Kontynuując. Gadamy o dupie maryni przez kilka h o wszystkim. Czasem się nudzimy, ale to nie zmienia faktu, że jest zajebiaszczo.

Jak już kiedyś wspomniałem nie odnoszę się kulturalnie do znajomych. Więc na dzień dobry słyszą – siema downie, – co jest zjebie, – ssałeś/aś dziś? Nie? To do szpady… Burak, zjeb, kretyn, idiota, bez względu na płeć możesz usłyszeć takie zajebiste słowa ode mnie, od tak w każdym zdaniu podczas konwersacji. Nie jestem patolem i potrafię zmienić nastawienie i odpuścić sobie, gdy sytuacja tego wymaga, ale wolę udawać, że nie potrafię być poważny…

Także, dziewczyna słysząc takie wyzwiska focha się i sra metą, a ja mam tow dupie, słowa te nie mają dla mnie znaczenia. Są dla mnie pustymi słowami. Nie cechuję ich nienawiścią czy wrogością. Także Ty nazywając mnie tak, niestety mnie nie obrazisz 😀

– A ona?
– A ona ma wyjebane!!
Tak właśnie. Dobra kompozycja pojebanych słów wywołuje jej śmiech. Nie ma mi za złe, że tak ją nazywam i sama tak do mnie mówi. Patologiczni ludzie się spotkali… A jak już mówiłem, słowa te nie mają dla mnie żadnej wagi, więc nazywaj to jak chcesz. Początkowo zanim ją poznałem fochała się o każde słowo, było kiepsko i często musiałem się tłumaczyć, no cóż tak już mam i tego nie zmienię. I o dziwo skumała.
Także tańczymy dzikie pogo w tematach, skaczemy z jednego na drugi, dopierdalamy sobie głupimi tekstami i jest śmiesznie.  Plusem jest to, że jest dziwnym człowiekiem i chodzi spać w chujowych godzinach, więc gdy dopada i jak nienasycony psycho pingwin wpierdala mnie nuda, ona zawsze się znajdzie i jako gruba, wielorybia pedałka pomoże mi wyjść z tego szamba :)
… Nie, jest chuda.

Zaatakowały  mnie rozkminy po obejrzeniu jednego teledysku. Otóż w pewnej części przedstawia on Hameryke. Teledysk jest gdzieś z lat 80 – 90, nie będę szukał info. Kawałek ukazuje to jak wyglądało życie i ludzie w tamtych czasach. I jako osoba, która też multimediami się zajmowała hobbystycznie, zaraz wpadł mi pomysł na pewien film. Tak jak śliwka w kompot ze znanego powiedzenia. Chociaż dupeczki też lubią wpadać. Ale nie do końca mam pewność czy to ich chęć czy wypadek, no w każdym bądź razie zdarza się dosyć często. Niestety po raz kolejny nie podzielę się tym co wymyśliłem. Może po czasie lub zrobieniu tego co chciałem. Z drugiej strony zawsze mam zajebistą wizje czegoś, a często wychodzi nie tak dobrze.

UP. Nie dzielę się z Wami wszystkim ponieważ nie czuję się na tyle wolny tu i muszę ogarnąć się trochę z tym co mi wolno a co nie.

Grudzień 7

Zjebany dom

Tydzień za tygodniem i dzień za dniem, tak coraz bliżej świąt. Jak zawsze znajdę cokolwiek innego do roboty byle by nie robić tego co muszę. Ciągle poszukuję dobrego planu na biznes, ale w tym świecie jest to już dosyć trudne.  Jak na razie w planach mam zobaczyć co na YT piszczy i spróbować sił tam. Gram też na forexie oraz obstawiam zakłady sportowe. Cóż trudne to wszystko.
Dziś weszło kilka zakładów, więc  mogę przywalić kolejne hah :)

Wróciłem do domku po pracy, usiadłem, nie rozbierając się włączyłem kompa… Po pewnym czasie zacząłem marznąć… Jebany termometr wskazuje  12 stopni… Toż to nie normalne… Ustawiłem na 20, ale pewnie zacznie grzać za 8 godzin.

Ciekawa sytuacja z pracy… Pytam czarnucha o pewną rzecz. Łatwo dostępny przedmiot – stary – o niskiej wartości… Żeby jakoś zobrazować to Wam, posłużę się przykładem telefonu. Także pytam go czy ma może jakiś stary ‚telefon’? Odpowiedział pytaniem, ale jaki stary? Wytłumaczyłem mu czego potrzebuje od mojego przedmiotu i jak był zbudowany. Stwierdził, że ma takowy… Po chwili jednak dodał, ale nie jest jednak taki stary – ma tylko z 20 lat ^^

Jeden nowy mnie wkurwia bo łazi wszędzie zamiast robić, a gdy brygadzista znajdzie się w zasięgu zaraz rwie się do pracy… Długo tak nie pociągnie… Swoje niezadowolenie zawsze powoli wypuszczam z siebie… I tak w końcu, albo zacznie coś robić, albo się pożegna z nami, bo tak praca zespołowa nie wygląda.

Coś jest nie tak jak powinno… Ze słodyczy kupionych dla rodziny zostaje coraz mniej… Chyba się trochę pośpieszyłem.

Poszukiwałem fajnych filmów… Ogólnie lubię horrory – niestety wszystkie, które teraz wychodzą są tak strasznie słabe. Przepadam też za komedią. Nie rajcują mnie żadne SF, Star Wars, Harry Potter, Władca pierścieni czy inne ścierwo tego typu. Tak samo wyszedł ten Avatar – Takie oceny, taki zajebisty i przez to, że zrobili taki hałas o to gówno to tego nie obejrzę :))
Szukam też gierek. Grałem w Sniper eite v3 Afrika cośtam. Przeszedłem i stwierdzam, że fajowska gierka. Teraz cisnę w Call of Duty Ghost, też całkiem sympatyczna, mimo, że rajcują mnie raczej stare gry lub te osadzone w czasie II wojny światowej.
Swojego czasu lubiłem nawalać w Medal of Honor Allied Assault przez neta. Niestety tu mam tak zajebisty net, że jak przejedzie auto obok domu to go tracę – Fuck Yeah!

Wracając do filmów. Kiedyś oglądałem Prisona Break’a, dosyć mnie wciągnął, raczej nie skończyłem. Później wzięło mnie na Californication, niestety pożyczyłem płyty dziewczynie i nie mogłem kontynuować, a jak już je oddała to mi się odechciało. Kolejne na liście było Weeds… Zajebisty serial. Dalej był Dexter – polecam oraz ostatnio kończyłem niedokończony przeze mnie Sons of Anarchy. Również mnie bardzo wciągnął – chociaż ostatni sezon sobie darowałem 😀 Może gdy kiedyś ktoś tu trafi, podzieli się w komentarzu jakimiś propozycjami filmów, seriali czy gier.
Zapewne ktoś jebnie – Breaking Bad, niestety jakoś pierwszy odcinek mnie nie wciągnął i tak, wiem, później się rozkręci. Kolega też zapodał mi House of cards, ale nie mogę znaleźć czasu.